Zbigniew Jan Cichoń -

adwokat, obrońca i promotor praw człowieka. Bezpartyjny, w latach 2007-11 był Członkiem Klubu Parlamentarnego Prawo i Sprawiedliwość.
Senator VII i IX Kadencji. Wiceprzewodniczący Komisji Ustawodawczej i członek Komisji Praw Człowieka, Praworządności i Petycji, Członek Grupy Frankofońskiej i Polsko-Gruzińskiej a także członek Zespołu do Spraw Światowych Dni Młodzieży w Polsce, Zespołu do Spraw Dzieci.

Biuro Senatorskie
Senatora RP Zbigniewa Cichonia

Wieliczka 32-020
pl. Kościuszki 1
I piętro

tel. kontaktowe:
501 859 699,
504 103 785,
504 103 780.

Spotkania z Senatorem możliwe po uprzednim kontakcie telefonicznym.

REKOMENDACJE


Chciałbym udzielić mego szczerego poparcia Panu Mecenasowi Zbigniewowi Cichoniowi. Jest rekordzistą w ilości i powadze spraw prowadzonych w obronie Polaków przed obliczem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Prawa człowieka kojarzą mi się też z prawym człowiekiem. Takim widzę również Mecenasa Zbigniewa Cichonia

profesor zw. Tadeusz Jasudowicz  Kierownik Katedry Praw Człowieka UMK w Toruniu

***

Pan senator Zbigniew Cichoń to osoba, która dała się poznać jako wybitny fachowiec, wspaniały prawnik niezłomnie walczący o sprawiedliwość i prawa człowieka niezależnie od konsekwencji i ceny jaką mu za to przychodziło zapłacić. To wielki przyjaciel mego ojca ŚP Zbigniewa Wassermanna i mój  wspaniały patron od którego można było wiele się nauczyć. To kandydat, na którego warto oddać swój głos. Ja to uczynię i do tego serdecznie Państwa zachęcam.

Adwokat Małgorzata Wassermann

***

Senat jest miejszcem, gdzie podejmuje się szereg inicjatyw ustawodawczych. Stąd też tak ważnym jest, aby znalazł sie w nim adwokat z wieloletnią i wszechstronną praktyką zdobytą zarówno w kraju, jak i za granicą (Strasburg). Może jednak ważniejsze jest jeszcze coś innego: jak dowiodła tego ostatnia kadencja Senatu, mecenas Cichoń należy to tych nielicznych polskich parlamentarzystów, którym polityczna kariera nie skrzywiła kręgosłupa i pozostał wierny tym ideałom, które jako adwokat, działacz Stowarzyszenia Rodzin Katolickich i obrońca praw człowieka wyznawał. Stąd też nasz, obywatelski interes polega na poparciu jego kandydatury do Senatu.

prof. dr hab. Wojciech Kęder


***

Znakomity znawca prawa, niezwykle przydatny w pracach Izby Wyższej. Cieszący się autorytetem wśród kolegów senatorów, wielce oddany sprawie Ojczyzny.
                                                   
prof. dr. hab. Adam Massalski

***

Certyfikat Kandydata Przyjaznego Życiu i Rodzinie

Senator Zbigniew Cichoń jako obrońca i promotor praw człowieka uznaje wartość życia i rodziny za fundament wszelkich praw. Obejmuje to poszanowanie życia człowieka od poczęcia aż do naturalnej śmierci jak i prawo do godnego poczęcia i małżeństwo jako związek mężczyzny i kobiety. Postawę pro life senator zawsze reprezentował w swej działalności zawodowej jak i podczas pełnienia swojej funkcji senatora.

Strona Zbigniewa Cichonia na Facebooku:
www.facebook.com/zbigniew.cichon.52

Moją polityką jest miłość" - wystawa poświęcona św. Urszuli Ledóchowskiej w CKD Communio Crucis

dodano: 2009.10.20

Centrum Kultury Duchowej „Communio Crucis” zaprasza do obejrzenia wystawy "MOJĄ POLITYKĄ JEST MIŁOŚĆ" przygotowanej w 70 rocznicę śmierci św. Urszuli Ledóchowskiej.

Uroczyste otwarcie wystawy odbyło się w Senacie RP 1 kwietnia br., po tym, jak Senat uhonorował św. Urszulę Ledóchowską uchwałą o jej szczególnych zasługach dla Polski i uznaniu za wzór patriotki. Wystawę otwierali nuncjusz apostolski w Polsce abp Józef Kowalczyk, marszałek Senatu Bogdan Borusewicz i senator Zbigniew Cichoń. Został też odczytany list okolicznościowy z tej okazji ks. kard. Stanisława Dziwisza.

W Krakowie otwarcie wystawy miało miejsce 25 października z udziałem o. Andrzeja Ruszały Prowincjała Krakowskiej Prowincji Karmelitów Bosych, o. Mariana Zawady OCD Dyrektora Centrum Kultury Duchowej „Communio Crucis” im. św. Edyty Stein i senatora Zbigniewa Cichonia. Otwarciu wystawy towarzyszył wykład s. Małgorzaty Krupeckiej USJK na temat: "Między romantyzmem a pozytywizmem - Urszuli Ledóchowskiej świętość i polskość". Wystawę można oglądać do 2 grudnia 2009 r.

Wystawa znajduje się w budynku Karmelitańskiego Instytutu Duchowości, ul Rakowicka 18a – dojście od strony ul. Wita Stwosza po schodkach (od dworca autobusowego) lub od strony ul. Rakowickiej wzdłuż muru klasztornego. Szczegóły – jak trafić do „Communio Crucis” na stronie www.communiocrucis.pl

***

Zapis wykładu s. Małgorzaty Krupeckiej USJK

Między romantyzmem a pozytywizmem.
Urszuli Ledóchowskiej świętość i polskość.



Obchodzona w tym roku 70. rocznica śmierci św. Urszuli wysunęła na plan pierwszy jej zasługi na polu społeczno-patriotycznym, do czego przyczynił się senator krakowski Zbigniew Cichoń, stając się inicjatorem uchwały Senatu RP z 5 marca tego roku, uznającej św. Urszulę Ledóchowską za „wzór patriotki”. Senat wyraził „cześć i uznanie” dla osoby Świętej „oraz dzieł jej życia, poświęconego Bogu, Ojczyźnie i człowiekowi”. Uchwała Senatu przypomina wszechstronne zaangażowanie św. Urszuli w obronę Polski, jej pomoc Polakom rozproszonym po świecie, a także zasługi w dziedzinie edukacyjno-wychowawczej i dewizę, którą się kierowała: „Moją polityką jest miłość”. Za aktualne wezwanie senatorzy uznali słowa, które Jan Paweł II wypowiedział w czasie jej kanonizacji w 2003 roku: „Wszyscy możemy się uczyć od niej, jak z Chrystusem budować świat bardziej ludzki – świat, w którym coraz pełniej będą realizowane takie wartości, jak: sprawiedliwość, wolność, solidarność, pokój”.

*

Św. Urszula stała się Polką z wyboru. Urodzona w Austrii, po ojcu odziedziczyła krew polską, o odcieniu lekko kresowym, po matce natomiast mieszankę krwi szwajcarsko-południowoniemiecko-nadbałtyckiej. Józefina Salis-Zizers pochodziła bowiem ze strony ojca z lombardzkiego rodu Salisów, od kilku wieków osiadłego w Szwajcarii (z tego samego rodu pochodził św. Franciszek Salezy), a ze strony matki ze szlachty wirtemberskiej, która przeniósłszy się do Rosji, spokrewniła się ze szlachtą inflancką. Jej dziadkiem ze strony matki – czyli pradziadkiem Julii Urszuli Ledóchowskiej – był rosyjski minister baron von Bühler. W domu Ledóchowskich mówiło się – ze względu na matkę – głównie po niemiecku, także dlatego, że rodzina do 1883 roku mieszkała w Austrii. Julia miała 18 lat, gdy Ledóchowscy przeprowadzili się do Galicji. Do przeprowadzki namawiała, co ciekawe, głównie matka, chcąc, by dzieci dorastały w atmosferze polskości, za którą tęsknił mąż. Na osiemnaste urodziny, obchodzone w Krakowie, Julia dostała od ojca antologię polskich poetów.

Ze strony ojca, Antoniego Ledóchowskiego, istniała w rodzinie bogata tradycja udziału w sprawach Ojczyzny, łącznie z wiedeńską wyprawą Sobieskiego w 1683 roku i walkami narodowo-wyzwoleńczymi z końca XVIII i pierwszej połowy XIX wieku. Bliska i żywa była pamięć dziadka, generała Ignacego Hilarego Ledóchowskiego, żołnierza napoleońskiego, w powstaniu listopadowym dowodzącego obroną twierdzy Modlin przed wojskami feldmarszałka Dybicza. Wspominano także pradziadka Antoniego – posła na Sejm Czteroletni... 11-letnia Julia miała możliwość spotkać się w Wiedniu ze stryjem – kardynałem Mieczysławem Ledóchowskim, arcybiskupem gnieźnieńsko-poznańskim i prymasem Polski, za sprzeciw wobec germanizacji najpierw osadzonym przez Prusaków w więzieniu w Ostrowie Wlkp., gdzie od papieża otrzymał nominację kardynalską, a potem skazanym na wygnanie. Resztę życia musiał spędzić w Rzymie. Dopiero dwadzieścia pięć lat po śmierci jego doczesne szczątki mogły wrócić na ziemię ojczystą – do katedry poznańskiej.

Taki był klimat, którym od dzieciństwa nasiąkała późniejsza Święta.

*

Od 1886 roku Julia – siostra Urszula – przebywa w klasztorze urszulanek w Krakowie. Spędzonych tam dwadzieścia jeden lat to dla niej czas najpierw formacji zakonnej i pedagogicznej, a potem okres zdobywania bogatych doświadczeń wychowawczych i oczywiście, dojrzewania duchowego.

Kraków był wówczas stolicą sztuki młodopolskiej: centrum modernistycznego buntu Przybyszewskiego, ale i młodopolskości w formie neoromantycznej, reprezentowanej zwłaszcza przez Wyspiańskiego. W Krakowie mocniej niż w Warszawie wrzało wówczas wokół koncepcji sztuki – sztuka zaangażowana czy sztuka dla sztuki? – z czym wiązały się, uwidocznione zwłaszcza w literaturze, próby rozrachunku z historią Polski: kolejne powstanie zbrojne czy pozytywistyczna praca u podstaw? W 1890 roku w Krakowie odbyła się wielka manifestacja narodowa, jaką był uroczysty pogrzeb Mickiewicza, którego doczesne szczątki, sprowadzone do Polski 35 lat po śmierci, spoczęły na Wawelu.

Ciekawe, co z tej atmosfery docierało do żyjących za klauzurą urszulanek. Z pewnością niemało, choćby poprzez uczennice i ich rodziny, a także przez uczących w klasztornej szkole profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego czy inne znane postaci z życia intelektualnego. Matka Urszula pobierała lekcje malarstwa u Ludomira Benedyktowicza (1844-1926), ucznia Jana Matejki. W roku szkolnym 1905/1906, gdy była przełożoną klasztoru, historii sztuki w klasie ósmej uczył Lucjan Rydel – poeta, a równocześnie znany w całym

Krakowie pierwowzór Pana Młodego z „Wesela” Wyspiańskiego i ceniony znawca antyku. Na jego wykłady dla uczennic przychodziły również siostry.
Urszula wyjedzie z Krakowa bogata w wiedzę z różnych dziedzin, a znajomość historii Polski oraz polskiej literatury i sztuki okaże się bardzo przydatna zwłaszcza w krajach skandynawskich, gdy nie mając do dyspozycji dobrze zaopatrzonej polskiej biblioteki ani też czasu na szukanie źródeł, będzie wygłaszać odczyty, mające społeczeństwom tych krajów przybliżyć tak bliską geograficznie, a tak nieznaną im Polskę.

*

Od młodości uczuciowo reagowała na kwestie patriotyczne. Młodzieńczym żarem tchnie wyznanie z listu do rówieśnicy, austriackiej baronówny (którą korespondencyjnie uczyła języka polskiego): „Jestem zbyt gorąca, gdy chodzi o patriotyzm. Jestem szczęśliwa, że żadna rewolucja, jak ta z roku 63, nie wybuchła przed moim wstąpieniem do klasztoru; nie zaręczam, czybym nie uciekła, by pomóc. Nie pojmuję, jak można przezwyciężyć takie uczucie. Często sobie mówię: przecież wszyscy mamy jedną prawdziwą ojczyznę i każdą narodowość Bóg jednakowo kocha, jakże więc można, pielgrzymując przez tę ziemię, taką wartość temu przypisywać, w jakim pułku służy się Bogu, gdy się Mu tylko wiernie służy – ale to się nie na wiele zda, nie stanę się przez to chłodniejszą” [list do Ilse von Düring, 3 VI 1886].

Podobny – nasycony gorącym uczuciem, niepozwalającym słuchaczom pozostać obojętnymi – będzie styl konferencji, jakie trzydzieści lat później będzie wygłaszać w Skandynawii. Świadkowie piszą, że prelegentce nie można się było oprzeć: „Odczyty Ledóchowskiej nie nosiły cech uczoności... W druku płowiały, traciły krasę. Na¬tomiast w żywym słowie urastały do kształtów wizjonerskich, przykuwających. Widocznie mówiło przez nią natchnienie, rzucające na klęczki”.

Autorowi tych słów, pisarzowi Ernestowi Łunińskiemu (1870-1931, wspomnienia o Urszuli Ledóchowskiej, zatytułowane „Jałmużnica”, zamieścił w książce „Echa wczorajsze”), zawdzięczamy obszerne relacje ze spotkań Świętej ze skandynawską publicznością. Po jednej z konferencji zanotował: „Wśród rozważań na różne tematy, wśród skoków z historii do literatury, wśród mozaiki złożonej z kamieni odciosanych fantastycznie, nie zapomniała szarpnąć uczuć liryką. «Kraju, mój kraju tak przedziwnie piękny, że trzeba cię miłować nawet wbrew woli!... Ziemio polska, cudnie powabna w szacie letniej, porywająca krasą jesienną na drze¬wach znużonych i bielą zimową, piękna w każdej godzinie, urodziwa zwłaszcza w oczach wygnańców, którzy jak Dante, zmęczony wchodzeniem i schodzeniem po „drabinie wygnania”, pragną jedynie skrawka zagonu polskiego, pragną łąk, gajów i dzwonu wiejskiego». Za inwokacją poetyczną snuły się migawki, obejmujące sarkofagi wawelskie i przysięgę Kościuszki, i legendę Dąbrowskiego, i orły napoleońskie!”.

A tak streszczał ten sam autor komentarze prasy duńskiej o rozpoczęciu akcji odczytowej na rzecz Polski w Danii: „«Ledóchowska – podkreślał dziennikarz – jest kobietą małą, wątłą, o rysach subtelnych, oczach pełnych ognia i włosach śnieżnych, okrytych welonem, związanym naokół głowy. Ruchy i sposób odzywania się świadczą o woli nie¬złomnej, której istnienia nikt nie podejrzewałby w osobie tak filigranowej». Ledóchowska podniosła z naciskiem, że ma spełnić zadanie czysto neutralne, aczkolwiek przyjechała za paszportem austriackim. «Podobnie jak pielęgniarki Czerwonego Krzyża opiekują się wszystkimi rannymi nie troszcząc się o narodowość, tak pragnę opowiedzieć o moich nieszczęśliwych rodakach bez względu na front, przykuwający ich do walki». Zasłuchany sprawozdawca szedł za gospodynią swoją w krainę udręk otchłannych, aż ocknąwszy się spod wpływu «obrazów poetyckich» zagadnął, czy jest autorką lub posiada skłonności do malowania wydarzeń wielkich”.

Nie wiadomo, kto miał większe skłonności do patosu, prelegentka czy komentator. Prawdą jest jednak, że w tekstach Urszuli czujemy ogromny ładunek uczuciowy. Ze wzruszeniem będzie później opisywać na przykład swoje pierwsze spotkanie z niepodległą Polską jesienią 1919 roku: „Dostałam polski paszport. (...) W Zbąszyniu rewizja rzeczy i wjeżdżamy do Polski. Polski żołnierz stoi w komorze celnej, słyszymy polską mowę, a więc jesteśmy w zmar-twychwstałej, wolnej Polsce! Śliczny jesienny dzień, zachodzące słońce złotem pokryło lasy i pola, niebo się czerwieni. Było cicho, spokój ogarniał całą przyrodę. Również błogo, spokojnie i radośnie robiło się w duszy. (...) W pierwszych dniach pobytu w Poznaniu wybrałam się któregoś dnia do księdza kardynała Dalbora i przechodząc przez Plac Wolności byłam świadkiem uroczystości poświęcenia sztandaru wojska polskiego. Ołtarz polowy, a przy nim ksiądz kardynał odprawiający Mszę świętą, dookoła ustawione wojsko. Na podniesienie wszyscy przyklękają, tłum ludzi otacza plac. Taki to śliczny, radosny widok – nasze wojsko upadające na kolana przed białą Hostią! Nasze polskie wojsko!”.

*

Słowo „patriotyzm” nie należy w zasadzie do języka dokumentów Kościoła. Mówią one raczej o zobowiązaniach względem ojczyzny, wynikających z czwartego przykazania: miłości wobec rodziców.

Przy mądrej definicji, ujmującej patriotyzm jako: miłość ojczyzny, własnego narodu, połączoną z gotowością do ofiar dla niej, z uznaniem praw innych narodów i szacunkiem dla nich (W. Kopaliński, „Słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych”), niepotrzebne stają się dodatkowe określenia, typu: prawdziwy patriotyzm.

Jest kilka tropów, którymi należałoby iść, aby scharakteryzować sylwetkę Urszuli Ledóchowskiej na tle szeroko rozumianej kwestii ojczyzny. Pierwszym jest pojmowanie patriotyzmu, gdy trzeba, jako gotowości do walki o wolność, ale również jako twórczej troski społecznej o odzyskaną już ojczyznę, uwrażliwienia na konkretne potrzeby społeczeństwa (i Kościoła), próby im zaradzenia...

„Polak z natury jest bohaterem, ale bohaterem lubującym się w rozgłosie, sławie. A tam (...) potrzeba cichej pracy” – twierdziła Urszula w Kaliszu w 1927 roku podczas zjazdu Stowarzyszenia Kobiet Polskich, zachęcając do pomocy w podniesieniu poziomu życia mieszkańców wiosek na Kresach Wschodnich.
Patrząc z tego punktu widzenia na jej życie, widzimy, oczywiście, dwa wyraźne etapy, wyznaczone historyczną cezurą: odzyskaniem niepodległości w 1918 roku. Najpierw było to więc doświadczenie życia w niewoli, bolesne zwłaszcza w okresie petersbursko-fińskim, zakończone przymusową emigracją do Skandynawii, wykorzystaną jako okazja do podjęcia działań na rzecz przyznania Polsce upragnionej niepodległości. Etap drugi – to dziewiętnaście lat od powrotu do Polski w sierpniu 1920 roku, kilka dni przed „cudem nad Wisłą”, w atmosferze zagrożenia spowodowanego marszem armii bolszewickiej na Warszawę, aż do śmierci 29 maja 1939 roku w Rzymie.

Równocześnie – na każdym etapie tej bogatej biografii – wyraźnie dostrzegalny jest społeczny wymiar apostolstwa świętej Urszuli, zwłaszcza jej wrażliwość na potrzeby ludzi ubogich i zepchniętych na margines społeczeństwa, między innymi emigrantów, oraz nastawienie na pracę wychowawczą, rozumianą jako formowanie przyszłych dobrych rodziców i aktywnych, kompetentnych, solidarnych obywateli. Nazwijmy to krótko – posługując się jej własnym wyrażeniem – zaangażowaniem na rzecz „ojczyzny ziemskiej”.

Kolejny interesujący aspekt to widoczne u niej łączenie „gorącej” polskości z – nazwijmy to – europejskością. Chodzi tu nie tylko o umiejętność egzystowania, a nawet rozwijania dynamicznej działalności w innych krajach oraz w środowiskach pluralistycznych pod względem kulturowym i narodowościowym, ale także dostrzeganie potrzeb innych narodów i przejmowanie się do głębi serca ich problemami, na przykład: próby pomocy Rosjanom w Petersburgu w celu uzyskania przez nich możliwości słuchania kazań we własnym języku; apostolstwo wśród Finów; podjęcie pracy na ubogich – nazywanych „misyjnymi” – przedmieściach Rzymu... Dodajmy trud respektowania specyfiki różnych narodów, ich mentalności i również ich patriotyzmu poprzez m.in. uczenie się języka każdego kraju, w którym przyszło jej krócej czy dłużej przebywać.

Ten aspekt obejmuje także zadziwiającą umiejętność zainteresowania przedstawicieli innych narodów sprawami Polski, zwłaszcza przekroczenie bariery mentalności skandynawskiej i włączenie Skandynawów, nawet bardzo znanych postaci z życia publicznego, w promowanie kwestii niepodległości Polski oraz w akcję niesienia krajowi pomocy moralnej i humanitarnej podczas pierwszej wojny światowej. Na uwagę zasługuje umiejętne dotarcie do czytelników tych krajów poprzez opublikowanie w trzech językach skandynawskich książki „Polonica”, popularyzującej historię i kulturę Polski.

Charakterystyczna jest też odwaga – żeby nie powiedzieć: brak kompleksów – w występowaniu z inicjatywami adresowanymi do grona międzynarodowego, na przykład pomysł (niezrealizowany z przyczyn politycznych) otwarcia w Petersburgu kościoła czy kaplicy, gdzie przygarnięte by zostały różne narodowości, aby mogły sprawować nabożeństwa we własnych językach; szkoła języków obcych dla dziewcząt skandynawskich, otwarta pod Sztokholmem, a potem przeniesiona do Danii; czasopismo „Solglimtar”, założone dla szwedzkich katolików (pierwsze na tamtym terenie pismo katolickie od czasów reformacji, do dziś istniejące pod innym tytułem); świetlica dla wychowywanych przez ulicę duńskich dzieci, założona wspólnie z pastorem protestanckim; dom wypoczynkowy dla francuskich rodzin; międzynarodowy akademik dla studentek w Rzymie...

To swego rodzaju poczucie równości przydawało się czasem w nieprzyjemnych negocjacjach czy to z wszechwładnym ministrem spraw wewnętrznych Stołypinem w Petersburgu, czy z dyplomatami niemieckimi i austriackimi w Szwecji, obrażonymi za to, że – jak się zżymali – jej „objazdy samarytańskie przypominały zapał przykładany do lontu i były przemycaniem kontrabandy politycznej na korzyść Polski przez wąwozy dobroczynności”.

W tym kontekście warto wspomnieć jeszcze o jej serdecznych, pełnych wzajemnego zrozumienia i akceptacji, przyjacielskich relacjach – trwających nawet przez wiele lat – z osobami różnych narodowości. Niektóre z osobistych kontaktów Urszuli zasługują na miano prawdziwie ekumenicznych, np. znajomość – co więcej, współpraca – z luterańskim arcybiskupem Uppsali Nathanem Söderblomem, późniejszym laureatem pokojowej nagrody Nobla. Zachowała się ich korespondencja...

Jest jeszcze jeden akcent, godny uwagi, sygnalizowany nierzadko wprost przez samą Urszulę, stale przeplatający się z innymi, często powracający w jej działaniach i wypowiedziach: powiązanie polskości z przywiązaniem do Kościoła, do chrześcijaństwa. Formułowała tę myśl w różny sposób, zwłaszcza w konferencjach, wygłaszanych w krajach skandynawskich w czasie pierwszej wojny światowej oraz później, już w niepodległej Polsce, także w artykułach pisanych głównie z myślą o młodych czytelnikach. W Kopenhadze 18 listopada 1915 roku powiedziała: „potrzebujemy wiary, aby stawać się i być Polakami”. Z tego samego odczytu pochodzą słowa: „Miłość Ojczyzny i miłość Kościoła wspierają się nawzajem – jedno jest siłą drugiego”.

*

Była uosobieniem życia aktywnego. Budzenie zaangażowania – zaangażowania społecznego – stało się też jednym z ważnym akcentów jej systemu wychowawczego. Wychodziła z założenia, że wychowanie moralne musi uwzględniać również społeczny wymiar moralności.

W jednym z artykułów, adresowanych do młodzieży, pisała: „Dziś czas na pracę społeczną dla Boga, dla ojczyzny”. Chętnie posługiwała się też terminem: dwie ojczyzny – „ojczyzna ziemska” i „ojczyzna niebieska” – postrzegając „dziś”, „tu i teraz”, jako element Bożego planu zbawienia całego świata.

Kościół żyje w świecie i dla świata. Prawda ta, uświadomiona Kościołowi i światu w 1891 roku w encyklice papieża Leona XIII „Rerum novarum”, dojrzewała jeszcze w Kościele kilkadziesiąt lat, zanim została pełniej wyrażona w dokumentach Soboru Watykańskiego II, szczególnie w Konstytucji duszpasterskiej o Kościele w świecie współczesnym.

Urszula miała dwadzieścia sześć lat i od pięciu lat była urszulanką w klasztorze w Krakowie, gdy ogłoszona została ta pierwsza encyklika społeczna, wyznaczająca nowy etap w nauce społecznej Kościoła i w praktyce duszpasterskiej w tej dziedzinie. Czy znała ten dokument? Przypuszczać można, że tak. Z jej różnych wypowiedzi i działań wynika, że miała dobrą orientację w bieżącym nauczaniu Stolicy Apostolskiej.

Nauczanie społeczne Kościoła trafiło w jej sercu na podatny grunt. Ze wspomnień jej brata, Włodzimierza, wynika, że od młodości ludzie potrzebujący zajmowali ważne miejsce w jej życiu: „Na wszelką biedę i niedolę ludzką miała serce niezmiernie wrażliwe i czułe. Po przeniesieniu się rodziców do Lipnicy Murowanej otoczyła opieką i troską szczególnie chorych i ubogich wśród ludu. Odwiedzała ich po domach, podawała lekarstwa, świadczyła różne usługi, pocieszała. Wkrótce zyskała sobie takie zaufanie i mir nie tylko wśród ludzi miejscowych, ale i w dalszej okolicy, że przychodzili oni z daleka – dwadzieścia, a może i więcej kilometrów – bądź to by dostać od niej lekarstwo dla chorych, bądź to by zasięgnąć rady w wielu trudnościach i kłopotach, wreszcie by rozstrzygała między nimi różne sąsiedzkie spory i łagodziła nieporozumienia. Ludzie ci, tak często skłonni do procesowania się latami całymi, przyjmowali jej sąd bez zastrzeżeń i bezapelacyjnie”.

Nauczyła się tego – co warto podkreślić – od swej matki, Józefiny, o której jej biografka (Maria Marzani w książce „Matka świętych”) napisała, że: „znała w okolicy wszystkich potrzebujących i dbała o to, by starsze dzieci odwiedzały ubogich i przychodziły im z pomocą, niosąc radość swym bliźnim. Miały prawdziwe święto, gdy czasami matka zakupywała dla zakładu głuchoniemych koszyk pierników, aby dzieci mogły nimi obdarować upośledzonych rówieśników. Na gwiazdkę własnoręcznie wykonywały dzieci różne upominki dla najuboższej ludności, na co matka nie szczędziła środków. Nauczyły się od wczesnego dzieciństwa widzieć w ubogim brata”.

Podobne metody wychowywania dzieci i młodzieży do dzielenia się z innymi, bardziej potrzebującymi, Urszula stosowała potem we własnej pracy wychowawczej. Jedna z wychowanek z okresu fińskiego wspomina: „Na święta (...) wilia i choinka. Ta ostatnia nie tylko dla nas: w ogromnej kuchni na dole dla okolicznych mieszkańców. Ścisk, tłok nie do opisania. Dzieci dostają sukienki przez nas poszyte”.

Zabierając wielokrotnie głos w sprawie wychowania młodego pokolenia, Urszula bazowała na własnym doświadczeniu, gdy podkreślała, że w dziele wychowania najwięcej zależy od środowiska rodzinnego. Także jeśli chodzi o wychowanie do dzielenia się, wychowanie do solidarności społecznej.

Jan Paweł II w przemówieniu do Polaków 19 maja 2003, podczas specjalnej audiencji dla polskiej pielgrzymki narodowej mówił: „Matka Urszula Ledóchowska całe swoje życie uczyniła misją miłosierdzia wobec najbardziej potrzebujących. Gdziekolwiek rzuciły ją losy, odnajdywała młodzież, która wymagała wykształcenia i duchowej formacji, a także biednych, chorych, osamotnionych, na różne sposoby zranionych przez życie, którzy oczekiwali od niej zrozumienia i konkretnej pomocy. W miarę możliwości nikomu jej nie odmawiała. Jej dzieło miłosierdzia pozostanie utrwalone na zawsze w przesłaniu świętości, które (…) stało się udziałem całego Kościoła”.

Ubodzy, przywracanie nadziei ubogim – była to jedna z pasji jej życia. „Jestem przekonana, że w dzisiejszych czasach ubogim należy oddać nasze najlepsze siły, z najlepszym wychowaniem, z najgłębszą wiedzą. (...) Bóg dopomoże” – pisała w jednym z listów.

Formowała siostry do prostoty i radosnego przyjmowania każdych warunków, aby podobnie jak święty Paweł, umiały cierpieć głód, umiały i obfitować, a przede wszystkim, by umiały dzielić się z innymi. „Strasznie trudno idzie” – od czasu do czasu skarżyła się w listach do najbliższych. Ale zaraz dostrzegała we wszystkim działanie Opatrzności. Z „wyobraźnią miłosierdzia” musiała iść w parze wewnętrzna i zewnętrzna zgoda na dzielenie trosk świata: na nieustanne borykanie się z problemami materialnymi i stale powracającym pytaniem: jak gospodarować, żeby nie tylko starczyło na utrzymanie wspólnoty, ale żeby można się było dzielić z innymi? Większość placówek opiekuńczo-wychowawczych i innych tzw. dzieł miłosierdzia, czyli przedsięwzięć charytatywnych, była w latach międzywojennych wyłącznie na utrzymaniu zgromadzenia.

Jezusowa modlitwa „Ojcze nasz” stała się w życiu i pismach Urszuli szkołą ludzkiej, społecznej solidarności: „Pamiętaj – przekonywała – jesteśmy wszyscy, my, mieszkańcy ziemi, dziećmi jednego Ojca, Ojca naszego, który jest w niebiosach, więc musimy solidarnie, wzajemnie sobie pomagać! Ci, którzy mają światło Boże, niech przyświecają tym, co są w ciemnościach; ci, którzy mają naukę, niech pracują dla potrzebujących nauki Chrystusowej; ci, którzy mają majątek, niech wspierają tę najdroższą cząstkę Kościoła Chrystusowego – ubogich, wdowy, sieroty, chorych; ci, którzy mają serce czułe dla bied ludzkich, niech niosą słowo pociechy nieszczęśliwym: niech płaczą z płaczącymi i radują się ze szczęśliwymi, starając się być wszystkim dla wszystkich, by wszystkich do Chrystusa prowadzić! Każdy według swej możności niech pracuje nad tym, by święciło się imię Boże, by przyszło królestwo Boże, by spełniała się zawsze i wszędzie wola Boża!”

*

Życie św. Urszuli przypada na czas przełomu wieków. Urodziła się rok po upadku powstania styczniowego (w rodzinie – przypomnę – emigranckiej), połowa jej życia upłynęła, gdy Polska nie istniała na mapie Europy, druga połowa – gdy Polska zaczynała budować niezawisłą państwowość po ponad 120 latach przerwy. Na własnej skórze odczuła skutki 1914 roku, gdy – jak mówi prof. Jerzy Kłoczowski – Europa popełniła samobójstwo.

Odpowiedzią na wielostronny kryzys była wówczas – i jest dzisiaj – świętość. „Nie wszyscy powołani jesteśmy do bohaterstwa męczeństwa, ale wszyscy powołani jesteśmy do bohaterstwa świętości” – pisała Urszula w 1938 roku.

Najbardziej zależało jej na tym, żeby pociągać ludzi do Boga. Jednym ze zdań, powracających w jej tekstach i wyrażających jej życiowy program są słowa: „Żeby móc dać im Boga!”.

Mimo że wydarzeń, inicjatyw, ciekawych znajomości, podróży, przedsięwzięć… naliczy się w życiu Urszuli Ledóchowskiej tyle, że starczyłoby na kilka życiorysów, nie uważała się za działaczkę społeczno-polityczną. Współpracowała z wybitnymi postaciami ze sceny publicznej, patrzyła jednak na nich oczyma Jezusa. O polskim polityku w jednym z listów wyraziła się: „Mnie szkoda Daszyńskiego – chętnie bym go do Boga skierowała”. O głośnym pisarzu szwedzkim: „A mnie tak żal się jego zrobiło! (…) Żeby można mu dać Boga!”. O znanym Duńczyku: „Mnie jego żal. Widać, że to człowiek z sercem, ale bez wiary, i źle mu z tym jest”. Można by mnożyć podobne wyznania.

Patrząc na postać i przesłanie św. Urszuli, umacniamy się w przekonaniu, że Bóg na każde czasy, bo każde są w jakiś sposób trudne dla żyjących w danej epoce ludzi, przysyła osoby wyjątkowe, które właśnie w takich czasach i okolicznościach potrafią umacniać nadzieję i wnosić Boży pokój. Święci pokazują nam, że czas, w którym przyszło nam żyć, to czas łaski. Że także dzisiaj jest Bożym dzisiaj, w którym Jezus kieruje do nas słowa: „Nie lękajcie się!” Słowa wprowadzające nas w perspektywę wielkiej harmonii, będącej w opozycji do tak charakterystycznego dla naszych czasów lęku.

*

Uprzywilejowaną formą pracy dla ojczyzny było dla niej wychowanie i nauczanie. Miała wybitny charyzmat pedagogiczny.

21 lat przeżyła w klasztorze urszulanek w Krakowie na Starowiślnej, znanym z poziomu życia duchowego oraz świetnie prowadzonej pracy pedagogicznej wśród dziewcząt ze środowiska, a także z odległych miejscowości Galicji i Rosji. Podjęła więc najpierw pracę wychowawczą i nauczycielską w prowadzonej przez urszulanki szkole z internatem. Mimo licznych obowiązków znajdowała czas na indywidualne rozmowy z dziewczętami. Wiele z nich zasięgało rad Matki do końca życia. W swych wspomnieniach o m. Urszuli dawne pensjonarki piszą o jej prostocie, serdecznym i bardzo ludzkim podejściu do człowieka, o intuicji, z jaką zauważała potrzeby, zmartwienia czy troski wychowanek. Potrafiła zdobywać zaufanie, a równocześnie wymagać i żelazną ręką utrzymywać dyscyplinę. Bardzo jej zależało na duchowej formacji wychowanek: formacji do wiary bardziej osobistej i dojrzałej.

Później, już jako przełożona klasztoru krakowskiego, podjęła usilne starania o uzyskanie pozwolenia władz kościelnych na otwarcie przy klasztorze domu akademickiego dla studentek uczelni krakowskich – pierwszego na ziemiach polskich akademika dla studentek. Założyła też pierwszą Sodalicję Mariańską dla studentek.

Kolejnym poligonem, na którym doskonaliła umiejętności pedagogiczne, był Petersburg. Oto fragment ze wspomnień jej wychowanki z okresu petersbursko-fińskiego:

„Matka przyjechała do Petersburga i od jesieni 1907 roku objęła kierownictwo internatu. Przed jej przybyciem internat był zorganizowany na modłę rosyjską, tzn. nie było w nim atmosfery rodzinnej, lecz rygor i powierzchowne spełnianie praktyk religijnych. Matka Urszula przedstawiła nam Boga w całkiem innym świetle, nie stosowała zupełnie przymusu w praktykach religijnych, miewała do nas często konferencje i pouczenia. Mówiła o miłości Boga, o tym, że Go należy kochać, bo nas umiłował. Do mnie powiedziała: «Pamiętaj, że zawsze można parę słów do Jezusa i do Maryi skierować podczas pracy, aby mieć jak najczęstszy kontakt z Bogiem». Jakkolwiek ja sama miałam trudności z wiarą i nawet szereg lat byłam daleko od Kościoła, Matka mówiła: «Ufaj Bogu, módl się, proś pomocy Pana Jezusa i Matki Najświętszej – na pewno wrócisz do wiary». Dlatego po¬święciła mi też wiele czasu, wiedząc, że jest ona jedynym moim łącznikiem z Bogiem. Wreszcie dopięła celu.

W podejściu do każdego człowieka była prosta, pełna serdeczności. Znam wiele osób, którym dużo ofiarowała duchowo i materialnie, czyniąc to z wielką delikatnością. (...)

W latach 1932-1939 pracowałam w instytucji kierowanej przez marszałkową Piłsudską. Mimo że nastawienie tych kół nie było przychylne dla Kościoła i zakonów, to jednak robiono dla Matki wyjątek. Nazajutrz po śmierci Matki było posiedzenie, na którym był też obecny minister Kościałkowski. Podczas zebrania powta¬rzał do siebie kilkakrotnie: «Matka Ledóchowska umarła». Usły¬szał to mój śp. brat Władysław, siedzący obok niego, i zapytał go: «Panie ministrze, pan nigdy nie grzeszył klerykalizmem, a tak się przejmuje śmiercią matki Ledóchowskiej?» Na to minister: «Bo to trzeba było ją znać!»”.

*

W latach międzywojennych różne otwierane przez siostry placówki czy ośrodki oraz podejmowane przez nie inicjatywy, zwłaszcza w szeroko pojętej dziedzinie oświatowo-charytatywnej, stanowiły odpowiedź na potrzeby społeczeństwa, odbudowującego się z wojennych zniszczeń. Były to: zakłady opiekuńczo-wychowawcze, na przykład domy dziecka, przedszkola i tzw. ochronki, prywatne szkoły powszechne, szkoły publiczne pod zarządem zgromadzenia, bursy i internaty dla niezamożnej młodzieży, domy dla studentek, świetlice dla dzieci, młodzieży i dorosłych, rozmaite kursy zawodowe (np. kursy kroju i szycia), ambulatoria, kuchnie dla ubogich, stołówki, różne formy pomocy bezrobotnym, kolonie letnie dla dzieci, biblioteki i czytelnie, wydawnictwa i drukarnie, szwalnie, pracownie hafciarskie... nie wspominając o katechizacji i organizacjach religijnych dla dzieci, młodzieży i dorosłych, a nawet szkole dla położnych i szkole dla wychowawczyń internatów.

Św. Urszula – mimo zaawansowanego już wieku i kruchego zdrowia – była niestrudzona: podjęła starania o beatyfikację królowej Jadwigi, posłała siostry do pracy w fabryce jedwabiu we Francji, aby w ten sposób otoczyć opieką pracujące tam polskie dziewczęta, dla dzieci przeszczepiła na teren Polski Krucjatę Eucharystyczną (organizację, która w 1939 r. liczyła 200 tysięcy członków), we własnej drukarni wydawała czasopisma dla Krucjaty i dla byłych wychowanek, pisała powieści dla dzieci, duchowość i charyzmat nowego Zgromadzenia precyzowała w książkach pisanych dla sióstr, była obecna w ówczesnych środkach społecznego przekazu…

Do ewangelizacji poleskich wiosek mobilizowała za pomocą prasy i radia świeckie pomocnice: młode dziewczęta, gotowe rok czy nawet kilka lat poświęcić pracy społecznej. Pomysł zwrócenia się do młodych dziewcząt z zaproszeniem do poświęcenia roku czy dwóch lat na służbę społeczną, zwykle w bardzo trudnych warunkach, przyniósł nadspodziewane efekty. Nowoczesność oraz atrakcyjność takiego rozwiązania potwierdza obserwowany dziś na świecie rozwój wolontariatu, będącego propozycją pociągającą dla młodych, a równocześnie przynoszącą wymierne korzyści w podnoszeniu poziomu życia i w ewangelizacji zubożałych, zaniedbanych terenów, zwłaszcza wiejskich. Św. Urszula „może być więc uznana za prekursorkę polskiego wolontariatu, związanego z działaniami społecznymi” (prof. Katarzyna Olbrycht).

Przy różnych okazjach zabierała publicznie głos na aktualne tematy. Imponująco przedstawia się próba choćby przybliżonego zestawienia tego typu wystąpień w latach 1921-1938. W ciągu tych ostatnich siedemnastu lat życia wygłosiła ponad 30 oficjalnych odczytów, przemówień, wykładów, referatów, konferencji, pogadanek… na zjazdach, kongresach, zebraniach czy kursach, a nawet w radiu. Przemawiała nie tylko w Polsce, ale też w Rzymie, Paryżu, okolicach Salzburga w Austrii... Mówiła o działalności zgromadzenia, między innymi o pracy na kresach, o potrzebie starań o powołania kapłańskie, o Krucjacie Eucharystycznej, o wychowaniu dzieci i młodzieży, m.in. o roli Eucharystii w wychowaniu, o ważności czytania i rozważania Ewangelii, o konieczności zintensyfikowania starań o beatyfikację królowej Jadwigi, o problemie pracy, o specyfice nowo powstałych wspólnot zakonnych… Mówiła do dzieci, do młodzieży, do matek, do nauczycielek i wychowawczyń, do ziemian, do Polaków przebywających w Rzymie, do literatów francuskich… Dodać trzeba jeszcze częsty udział w zebraniach dawnych wychowanek, studentek, Sodalicji Mariańskich, Apostolstwa Modlitwy, Katolickiego Stowarzysze¬nia Młodzieży Żeńskiej i innych organizacji w poszczególnych domach zgromadzenia.

*

Od św. Urszuli możemy się uczyć ogarniać rzeczywistość spojrzeniem pełnym nadziei. Ukazując swoim wychowankom Jezusa jako źródło nadziei, nie wahała się proponować im otwartej przed nimi perspektywy wielkości i pełni rozwoju – czyli świętości.

Świętość – w ujęciu św. Urszuli – jest bardzo zwyczajna. To świętość polegająca na spełnianiu – z miłością – codziennych obowiązków. Jako niezbędny warunek ewangelicznej autentyczności i radykalizmu oraz owocności wszelkich podejmowanych działań wskazywała intensywne życie wewnętrzne. „Im więcej pracy, tym bardziej czuję, że wszystko zależy od naszej pracy wewnętrznej – pisze w liście do brata. – Im więcej będzie pracy wewnętrznej, tym bardziej i Pan Bóg pobłogosławi” [list do Włodzimierza, 6 I 1918].

W duchowości Urszuli w samym centrum znajdujemy paschalną radość, nadzieję, ufność, uśmiech... Właśnie ewangeliczną radość – którą nazywała pogodą ducha – oraz dobroć proponowała jako najskuteczniejszy na nasze czasy styl ewangelizacji. Apelowała: „Pracujmy dla dobra dusz, dając im dobry przykład, przede wszystkim wesołości, słodyczy, uprzejmości”.

Aktualność, nowoczesność takiego podejścia do ewangelizacji potwierdza się dziś. Jan Paweł II w adhortacji „Ecclesia in Europa” mówiąc o różnych sposobach głoszenia Chrystusa i Jego Ewangelii, podkreśla m.in. „przyciąganie innych ku wierze” poprzez „promieniowanie radością, miłością i nadzieją” (EE 48), tak aby inni „zostali «zarażeni» i pozyskani” (EE 48).

*

Pan Bóg stawiał św. Urszulę w środowiskach wielonarodowych, wielokulturowych, wielowyznaniowych, a nawet wieloreligijnych. Antycypowała niejako sytuację, w której dziś znajdują się Polacy, zwłaszcza młodzi Polacy, konfrontowani dodatkowo z klimatem etycznego i religijnego pluralizmu.

Nie wahała się posyłać w takie środowiska sióstr. Do takiej pracy potrzeba jednak osób dobrze uformowanych. Dlatego wśród obowiązków mistrzyni nowicjatu m. Urszula określa też formację sióstr o szerokich horyzontach serca i umysłu: „Niech stara się w nich wyrobić serce szerokie, otwarte dla każdej nędzy moralnej i materialnej, palące się do poświęcenia (...). Niech strzeże myśli ich od ciasnoty. Można doskonale połączyć ścisłość w spełnieniu obowiązków, zachowaniu Konstytucji, zwyczajów, (...) z szerokim umysłem, szerokim sercem, które umie życie traktować z tym szerokim rozmachem Bożym, jakiego uczy (...) św. Augustyn: «Kochaj i czyń, co chcesz». Niech kochają Boga z całego serca, a pójdą śmiało naprzód, bez lęku, bo miłość nie grzeszy”.

Urszula podjęła wysiłek przechodzenia ponad podziałami narodowościowymi, społecznymi, kulturowymi czy konfesyjnymi. Dzięki temu jej życie stanowi też jeden z wyrazistych etapów wędrówki Kościoła do pełnej jedności na ziemi – jedności, będącej na płaszczyźnie instytucjonalnej i dogmatycznej stojącym przed nami ciągle jeszcze zadaniem i wyzwaniem, ale w sercach niektórych chrześcijan już się realizującej. Należała do grona tych uczniów Chrystusa, którzy przezwyciężając w sobie nieufność i niechęć do tzw. „innych” – inaczej myślących czy wierzących – żyli duchem Błogosławieństw i przygotowywali, a w swoich sercach antycypowali już doskonałą jedność, ku której pielgrzymuje Kościół i do której tęskni świat.

W warunkach pluralizmu religijnego i kulturowego, jaki coraz bardziej jest naszym udziałem, potrzeba nam świadków miłości, wierzących, że blask Prawdy przebija ciemności, co rodzi ufność, pozwala nie oceniać ludzi surowo, pomaga odrzucać pokusę egoizmu i rywalizacji, szerzyć duchowość komunii. Przekonanie, że ojczyzną człowieka jest niebo, daje pewność zwycięstwa.

*

Rozważania te zamknijmy, jak klamrą, słowami Jana Pawła II, zacytowanymi już na początku: „Jeżeli dziś święta Urszula staje się przykładem świętości dla wszystkich wierzących, to dlate¬go, że jej charyzmat może być podjęty przez każdego, kto w imię miłości Chrystusa i Kościoła chce skutecznie dawać świadectwo Ewangelii we współczesnym świecie. Wszyscy możemy uczyć się od niej, jak z Chrystusem budować świat bardziej ludzki — świat, w którym coraz pełniej będą realizowane takie wartości, jak: spra¬wiedliwość, wolność, solidarność, pokój. Od niej możemy uczyć się, jak na co dzień realizować «nowe» przykazanie miłości”.

Dziś Europa bardzo potrzebuje świętych, którzy duchowość komunii będą umieli przełożyć na konkretną wizję komunii i drogę do komunii, pociągając za sobą innych ludzi, a nawet całe społeczeństwa. Takich, którzy będą „zaczynem mądrości i świadkami łaski” („Vita consecrata”) i dzięki temu w ścierających się wokół nas – jak w tyglu – prądach, tendencjach, pragnieniach, rozczarowaniach… ujrzą nie zagrożenie, lecz szansę.

Czy to jest romantyzm, czy pozytywizm?

s. Małgorzata Krupecka USJK


powrót



Wykonanie CMS: Yellowteam.pl