Zbigniew Jan Cichoń -

adwokat, obrońca i promotor praw człowieka. Bezpartyjny, w latach 2007-11 był Członkiem Klubu Parlamentarnego Prawo i Sprawiedliwość.
Senator VII i IX Kadencji. Wiceprzewodniczący Komisji Ustawodawczej i członek Komisji Praw Człowieka, Praworządności i Petycji, Członek Grupy Frankofońskiej i Polsko-Gruzińskiej a także członek Zespołu do Spraw Światowych Dni Młodzieży w Polsce, Zespołu do Spraw Dzieci.

Biuro Senatorskie
Senatora RP Zbigniewa Cichonia

Wieliczka 32-020
pl. Kościuszki 1
I piętro

tel. kontaktowe:
501 859 699,
504 103 785,
504 103 780.

Spotkania z Senatorem możliwe po uprzednim kontakcie telefonicznym.

REKOMENDACJE


Chciałbym udzielić mego szczerego poparcia Panu Mecenasowi Zbigniewowi Cichoniowi. Jest rekordzistą w ilości i powadze spraw prowadzonych w obronie Polaków przed obliczem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Prawa człowieka kojarzą mi się też z prawym człowiekiem. Takim widzę również Mecenasa Zbigniewa Cichonia

profesor zw. Tadeusz Jasudowicz  Kierownik Katedry Praw Człowieka UMK w Toruniu

***

Pan senator Zbigniew Cichoń to osoba, która dała się poznać jako wybitny fachowiec, wspaniały prawnik niezłomnie walczący o sprawiedliwość i prawa człowieka niezależnie od konsekwencji i ceny jaką mu za to przychodziło zapłacić. To wielki przyjaciel mego ojca ŚP Zbigniewa Wassermanna i mój  wspaniały patron od którego można było wiele się nauczyć. To kandydat, na którego warto oddać swój głos. Ja to uczynię i do tego serdecznie Państwa zachęcam.

Adwokat Małgorzata Wassermann

***

Senat jest miejszcem, gdzie podejmuje się szereg inicjatyw ustawodawczych. Stąd też tak ważnym jest, aby znalazł sie w nim adwokat z wieloletnią i wszechstronną praktyką zdobytą zarówno w kraju, jak i za granicą (Strasburg). Może jednak ważniejsze jest jeszcze coś innego: jak dowiodła tego ostatnia kadencja Senatu, mecenas Cichoń należy to tych nielicznych polskich parlamentarzystów, którym polityczna kariera nie skrzywiła kręgosłupa i pozostał wierny tym ideałom, które jako adwokat, działacz Stowarzyszenia Rodzin Katolickich i obrońca praw człowieka wyznawał. Stąd też nasz, obywatelski interes polega na poparciu jego kandydatury do Senatu.

prof. dr hab. Wojciech Kęder


***

Znakomity znawca prawa, niezwykle przydatny w pracach Izby Wyższej. Cieszący się autorytetem wśród kolegów senatorów, wielce oddany sprawie Ojczyzny.
                                                   
prof. dr. hab. Adam Massalski

***

Certyfikat Kandydata Przyjaznego Życiu i Rodzinie

Senator Zbigniew Cichoń jako obrońca i promotor praw człowieka uznaje wartość życia i rodziny za fundament wszelkich praw. Obejmuje to poszanowanie życia człowieka od poczęcia aż do naturalnej śmierci jak i prawo do godnego poczęcia i małżeństwo jako związek mężczyzny i kobiety. Postawę pro life senator zawsze reprezentował w swej działalności zawodowej jak i podczas pełnienia swojej funkcji senatora.

Strona Zbigniewa Cichonia na Facebooku:
www.facebook.com/zbigniew.cichon.52

59. posiedzenie Senatu Rzeczypospolitej Polskiej VII kadencji 6 i 7 lipca 2010 r.

dodano: 2010.07.28

Senator Zbigniew Cichoń w pierwszym dniu 59. posiedzenia Senatu, 6 lipca, zabrał głos w: Punkt trzeci porządku obrad: stanowisko Senatu w sprawie ustawy o zmianie ustawy - Prawo o ruchu drogowym oraz niektórych innych ustaw
Zapytanie Senator Zbigniew Cichoń:

Panie Ministrze, mam pytanie dotyczące wprowadzenia dodatkowej, kolejnej penalizacji w art. 85a, zgodnie którym ten, kto narusza przepisy dotyczące sposobu znakowania dróg wewnętrznych, podlega karze grzywny. Pierwsza sprawa. Uważam, że jest tu niedostateczne sprecyzowanie, jaki czyn konkretnie podlega karze grzywny, bo cóż znaczy to ogólne odesłanie do przepisów dotyczących sposobu znakowania dróg? Jest to zbyt niedookreślone, ażeby spełniało postulat prawidłowej legislacji, która pozwala na zorientowanie się, co będzie karane, a co nie będzie karane. To jest pierwsza kwestia.
Druga kwestia. Dlaczego wprowadza się jedynie penalizację naruszenia przepisów dotyczących znakowania dróg wewnętrznych, a milczy się na temat dróg publicznych i stref ruchu?

I trzecia. Czy nie jest wystarczające zapewnienie prawidłowego znakowania poprzez ściganie przewidziane w artykule wcześniejszym, czyli w art. 85, który wyraźnie stanowi: kto samowolnie ustawia, niszczy, uszkadza, usuwa... itd. znaki, podlega takiej a takiej karze. Dziękuję.

Wicemarszałek Marek Ziółkowski:

Panie Ministrze, proszę bardzo.
Odp.
Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji Adam Rapacki:
Co do tej penalizacji oznakowania - w Sejmie pojawił się również wniosek, aby tę penalizację rozszerzyć na wszystkich użytkowników dróg. Niestety, to rozwiązanie nie znalazło akceptacji w Sejmie, aczkolwiek z punktu widzenia logiki pewnie dawałoby to jakąś ciągłość. Tutaj penalizacja jest niezbędna po to, żeby wymusić właściwe oznakowanie tych dróg wewnętrznych, tych stref ruchu. Chodzi o to, aby rzeczywiście te znaki nie utrudniały funkcjonowania mieszkańców i aby prawo o ruchu drogowym mogło być tam egzekwowane. A jeśli ma być egzekwowane w takim zakresie, to niezbędne jest oznakowanie tych stref ruchu.

(Senator Zbigniew Cichoń: To jest niesprecyzowane.)

Stąd właśnie penalizacja oznakowania tych stref ruchu.

Jeżeli można, to może odpowiedź na to pierwsze pytanie spróbowałby tutaj jeszcze doprecyzować autor projektów, chociaż miał możliwość wyjaśnić wszystkie wątpliwości na posiedzeniu podkomisji.

Konsultant do spraw Koordynacji Instytucjonalnej Adam Jasiński:

Dziękuję bardzo, Panie Marszałku.

Może zacząłbym od tej penalizacji. Chodzi o art. 85a, czyli o tworzenie nowego typu wykroczenia. W istocie jest tak w nauce prawa, co i Trybunał Konstytucyjny, i Sąd Najwyższy wielokrotnie podkreślał, że przepis o charakterze karnym musi odpowiadać między innymi dwóm zasadom: nullum crimen sine lege certa i nullum crimen sine lege stricta, czyli musi być bardzo precyzyjny i zapisany w ustawie. I tu mamy sytuację taką, że w art. 85a tworzymy nowy typ wykroczenia, które nie mieści się w dotychczasowym brzmieniu art. 85, dlatego że art. 85a mówi o sposobie znakowania. Ten sposób znakowania jest określony w przepisach szczegółowych - mam tu na myśli rozporządzenia i załączniki Ministerstwa Infrastruktury w sprawie szczegółowych warunków technicznych i znakowania - i tam jest rzeczywiście instrukcja dotycząca znaków i sygnałów drogowych. Te przepisy muszą być zachowane. Chodzi o to, aby oznakowanie nie wprowadzało użytkowników w błąd. A wprowadza w błąd do tego stopnia - mieliśmy takie przypadki - że na dwóch wlotach ulicy są, powiedzmy, ustawione znaki ze sobą sprzeczne, wprowadzając zagrożenie. Mogą nadawać na przykład pierwszeństwo wszystkim dojeżdżającym do przecięcia się tych ulic, do tego quasi-skrzyżowania. Tak więc to taka kwestia. Dotychczasowy art. 85 kodeksu wykroczeń mówi o sytuacji, kiedy ktoś bezprawnie, czyli nie mając do tego uprawnień, ustawia znak drogowy albo go usuwa. Z kolei nowo tworzony art. 85a mówi o sytuacji, kiedy ktoś ma tytuł prawny do ustawienia znaku, wynikający chociażby z art. 21 czy art. 64 konstytucji albo art. 140 kodeksu cywilnego, gdzie jest statuowane prawo własności, czyli ma tytuł prawny, ale robi to w sposób sprzeczny z zasadami sztuki, na przykład powodując zagrożenie bezpieczeństwa. I tego dotyczyła wątpliwość.

(…)

Głos w dyskusji

Senator Zbigniew Cichoń:

Panie Marszałku! Panie Ministrze! Szanowni Państwo!

Przysłowie mówi, że winę za wszystko zawsze ponoszą cykliści, dlatego jako adwokat wezmę tych cyklistów trochę w obronę. Proszę państwa, pan senator Okła słusznie zadawał tutaj pytania dotyczące właśnie owych rowerów: po pierwsze, jak zidentyfikować właściciela, po drugie, jakie są proporcje między przewidzianymi stawkami za usunięcie roweru, a następnie przechowywanie go, i wartością tego roweru. I rzeczywiście to, co mój przedmówca jeszcze tutaj przed chwilą podkreślił, skłania nas chyba do tego, żeby bardziej pochylić się nad tą kwestią, może nie tak bardzo ważną, bo w sumie przypadki, żeby rowerzyści zostawiali rowery w miejscach, gdzie to jest zabronione, czy też w ogóle nie dbali o nie, są marginalne. Problem jest raczej odwrotny - najczęściej to oni są ofiarami, bo im się te rowery kradnie, a policja najczęściej jest bezradna. Dlatego ja też składam poprawkę, zmierzającą do tego, żeby w ogóle uchylić regulację dotyczącą kosztów usunięcia roweru, a następnie przechowywania go. Względnie można ją pozostawić, ale w łagodniejszej formie, co też przygotowałem jako poprawkę. Chodzi o zmniejszenie w sposób wydatny tych kosztów, tak aby zachowana była podstawowa zasada przyzwoitej legislacji, czyli zasada proporcjonalności użytego środka do celu, jaki się chce osiągnąć, żeby nie było owego przysłowiowego strzelania do wróbla z armaty. Dlatego składam wniosek o to, żeby obniżyć stawkę do 20 zł za usunięcie roweru i do 5 zł za przechowanie za każdy dzień. Dziękuję bardzo.

(…)

Punkt piąty porządku obrad: stanowisko Senatu w sprawie ustawy o zmianie ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych oraz ustawy - Kodeks karny
Sprawozdanie Komisji Praw Człowieka, Praworządności i Petycji

senator sprawozdawca Zbigniew Cichoń

Senator Zbigniew Cichoń:

Panie Marszałku! Wysoka Izbo!
W ustawie wprowadza się zmiany do niedawno uchwalonej ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych oraz do kodeksu karnego. Generalnie rzecz biorąc, polegają one na tym, że wprowadza się czasookres przechowywania materiałów i dowodów dotyczących popełnienia przestępstwa wynoszący do sześćdziesięciu dni w miejsce dotychczasowego dwukrotnie dłuższego. Chodzi o to, żeby były pewne gwarancje obywatelskie co do tego, że określone władze, konkretnie organizatorzy imprez masowych, będą w posiadaniu tych informacji przez limitowany okres, czyli sześćdziesiąt dni, a nie bardzo długi okres, jak to było poprzednio. To jest jedna sprawa.

Poza tym wprowadza się dyspozycję, która upoważnia Radę Ministrów do określenia wymagań, jakie powinni spełniać kierownicy do spraw bezpieczeństwa, służby porządkowe i służby informacyjne, związanych z pełnieniem funkcji podczas organizowania różnych imprez masowych, a następnie określenia wymagań co do wyposażenia służb porządkowych, służb informacyjnych. I reguluje się tym podobne proceduralne kwestie.

I wreszcie ważna zmiana w kodeksie karnym. Mam na myśli wprowadzenie do katalogu środków karnych pojęcia "skazany" w miejsce pojęcia "ukarany". Jak wiadomo, tam była pewna niedoróbka, nazwijmy to, legislacyjna, bo odniesiono stosowanie środka karnego do osoby ukaranej. A tymczasem prawidłowy termin, jeśli chodzi o osobę prawomocnie ukaraną, brzmi "skazany" a nie "ukarany".

Wreszcie proponuje się po art. 244 dodać art. 244a, w którym będzie sankcja za niestosowanie się skazanego do orzeczonego środka karnego w postaci zakazu wstępu na imprezy masowe lub niespełnianie połączonego z tym środkiem karnym obowiązku stawiennictwa się w jednostce Policji w czasie jakiejś imprezy masowej. Do tej pory nie było w tym zakresie odpowiedzialności karnej, był to więc środek, który prawnicy nazywają lex imperfecta, czyli bez odpowiedzialności karnej za popełnienie danego czynu zabronionego, który wtedy jeszcze nie miał charakteru przestępstwa. Tu się to penalizuje, wprowadza się penalizację aż do dwóch lat pozbawienia wolności.

Jakie są propozycje Komisji Praw Człowieka i Praworządności? Komisja wprowadza tutaj drobne korekty. Zaproponowano, żeby te dowody były przechowywane przez sześćdziesiąt dni, a następnie był obowiązek ich komisyjnego niszczenia. Czyli w miejsce sformułowania, że przechowuje się co najmniej sześćdziesiąt dni, proponujemy zapisać sztywną zasadę: sześćdziesiąt dni, a po tym czasie jest przewidziane komisyjne zniszczenie tych dowodów. Proponujemy też inne drobne terminologiczne zmiany, które są wyszczególnione. Jedną bardziej istotną zmianą proponowaną przez komisję jest zmniejszenie penalizacji w przypadku niestosowania się do zakazu wstępu na imprezy masowe czy też niemeldowania się w jednostce Policji - proponujemy zagrożenie karą pozbawienia wolności nie do lat dwóch, ale do jednego roku. I na tym te nasze poprawki polegają.

Generalnie rzecz biorąc, komisja wyszła z założenia, że penalizacja - tak, ale trzeba zachować jakiś rozsądny umiar i to, o czym bardzo często mówię w swoich wystąpieniach: zdrową relację między stosowanym środkiem a celem stosowania tego środka. U nas niestety bardzo często grzeszymy stosowaniem zbyt drastycznych środków, można powiedzieć, że jest przepenalizowanie regulacji prawnych. Dziękuję bardzo.

Wicemarszałek Marek Ziółkowski:

Czy są pytania do senatora sprawozdawcy?

Pan senator Bisztyga, oczywiście, proszę bardzo. Właściwie nie wiem, dlaczego oczywiście, ale proszę bardzo.
(Senator Zbigniew Cichoń: Przez sympatię do mnie jako do krajana z Krakowa, tak chyba to rozumiem.)

Senator Stanisław Bisztyga:

Ogromną sympatię.
Panie Senatorze, zawsze mi imponowała pana wiedza prawnicza, ale muszę powiedzieć, że jestem trochę zaniepokojony... Moje pierwsze pytanie, natury ogólnej, jest takie: czy jesteśmy w stanie to wszystko wdrożyć? System monitorowania na stadionach, który powinien być niejako podstawą do orzekania o winie, jest jeszcze w lesie i bardzo się boję, że wielkie imprezy, takie na przykład jak mecze... To może jest pytanie bardziej do pana ministra, pytanie o to, jak jesteśmy do tego przygotowani. Obraz jest najważniejszy i na tej podstawie, a także na podstawie tego, co widzimy i co mamy udokumentowane, można później ewentualnie orzekać o winie. Bardzo się boję, że nie jesteśmy jeszcze do końca do tego przygotowani.

Druga kwestia. Jak jesteśmy przygotowani do zabezpieczenia od strony szkolenia służb porządkowych? Tu bardzo dużo się zmienia, kwestie wyszkolenia i wyposażenia zostały przeniesione ze zdania wstępnego do dwóch pierwszych punktów. Czy kluby, czy instytucje, które organizują imprezy masowe, się z tego wywiążą?

I trzecia sprawa, czy nie wydaje się panu senatorowi słuszne... Ja jednak dałbym pięć lat, a nie jeden rok, jeśli chodzi o penalizację. Tu może trochę się różnimy, bo pan senator jest człowiekiem dobrego serca, ja też, ale nie wobec łobuzów. Wydaje mi się, że to nie jest dobra poprawka, że to jest zbyt łagodne podejście, jeżeli chodzi o przypadki karania za niestosowanie się do zaleceń. Dziękuję bardzo.

Wicemarszałek Marek Ziółkowski:
Rozumiem, że innych pytań do pana sprawozdawcy nie ma.
Proszę bardzo, Panie Senatorze.

Senator Zbigniew Cichoń:

Myślę, że właściwy do udzielenia odpowiedzi na dwa pierwsze pytania jest pan minister spraw wewnętrznych, a nie ja. Jeśli zaś chodzi o ostatnią kwestię, dotyczącą surowości kary, to ja i członkowie komisji jesteśmy zdania, że ta kara jest adekwatna. Należy pamiętać o tym, że muszą być zachowane jakieś proporcje. Jeżeli mamy zagrożenia karą do dwóch lat w przypadku czynów dużo bardziej poważnych, a karą do pięciu lat, o czym wspomina pan senator, w przypadku czynów rzeczywiście stanowiących duże społeczne niebezpieczeństwo, to doprawdy wprowadzanie zagrożenia aż do pięciu lat jedynie za niestosowanie się do zakazu mającego charakter natury administracyjnoprawnej, zwłaszcza jeżeli to się przydarza komuś po raz pierwszy, jest grubą przesadą. Podobnie uznaliśmy, że kara do dwóch lat to jest też troszeczkę za dużo. Ale oczywiście można tu dyskutować, bo nie tylko de gustibus non est disputandum, ale również co do wymiaru kary, aczkolwiek, generalnie biorąc, zwykle jest tak, że prawnicy są łagodniejsi od nieprawników, jeśli chodzi o podejście do prawa karnego.

(…)
Punkt szósty porządku obrad: stanowisko Senatu w sprawie ustawy o zmianie ustawy - Kodeks cywilny, ustawy - Kodeks postępowania cywilnego oraz ustawy -
Prawo upadłościowe i naprawcze Sprawozdanie Komisji Ustawodawczej senator sprawozdawca Zbigniew Cichoń.

Senator Zbigniew Cichoń:

Panie Marszałku! Panie Ministrze! Wysoka Izbo!

Proponowana zmiana ustawy jest przede wszystkim wynikiem orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, który orzekając o nowo wprowadzonej w 2006 r. instytucji stwierdzenia niezgodności prawomocnego orzeczenia z prawem, dostrzegł niezgodność z konstytucją, polegającą na tym, że zostało to prawo ograniczone, po pierwsze, jedynie do tych orzeczeń, które zapadły po wejściu w życie tej instytucji, a po drugie, jedynie do prawomocnych orzeczeń, które kończyły postępowanie w sprawie. A zatem orzeczenie dotyczyło ograniczenia czasowego co do orzeczeń, które mogły podlegać wzruszeniu w tymże trybie, a także przedmiotowego, albowiem z zakresu orzeczeń, które podlegały podważeniu w tym trybie, zostały wyłączone te, które nie kończyły postępowania w sprawie. A jest to masa różnych, bardzo ważnych orzeczeń, chociażby orzeczeń wpadkowych takiej natury, jak na przykład kwestia zwolnienia strony od kosztów postępowania. W związku z tym propozycje idą w tym kierunku, aby to zmodyfikować. To jest jedna podstawa wprowadzenia tej ustawy.

Druga podstawa to jest kwestia wprowadzenia odpowiedzialności Skarbu Państwa za działania, które wywołują szkodę, czyli tak naprawdę kwestia wykonania dyspozycji art. 77 konstytucji. Zostały tutaj wprowadzone pewne zmiany, które mają spowodować większą, bardziej skuteczną odpowiedzialność Skarbu Państwa.
Jeżeli chodzi o odpowiedzialność Skarbu Państwa, to zostały wprowadzone następujące propozycje. Wprowadzono instytucję skargi kasacyjnej niezależnie od wartości przedmiotu zaskarżenia. Do tej pory obowiązywała i obowiązuje taka generalna zasada, że jest limit kwotowy i jedynie w sprawach, w których wartość przedmiotu zaskarżenia przewyższa 50 tysięcy zł, a w przypadku gospodarczych 75 tysięcy zł, jest możliwość złożenia skargi kasacyjnej. Tutaj wprowadzono wyjątek od tej zasady i w proponowanym art. 3982 §1 przyjęto, że skarga kasacyjna w takich sprawach, w których chodzi o odpowiedzialność z tytułu szkody wyrządzonej przez wydanie prawomocnego orzeczenia niezgodnego z prawem, przysługuje niezależnie od wartości przedmiotu zaskarżenia. Jeżeli ktoś będzie twierdził, że na przykład w wyniku wyroku została mu wyrządzona szkoda, i będzie zaskarżał wyrok oddalający jego roszczenie o odszkodowanie, choćby do kwoty 20 tysięcy zł, a zatem poniżej generalnie ustalonego limitu na 50 tysięcy zł, to skarga kasacyjna jest dopuszczona, czyli jest uczyniony wyłom od ogólnej zasady. Zresztą chyba słusznie. Tutaj Skarb Państwa poniekąd honorowo postępuje i wychodzi z założenia, że każda szkoda, którą wyrządził, powinna być wyrównana, powinno się zapewnić jak najszerszy dostęp do sądu, dając również możliwość złożenia skargi kasacyjnej na szczególnych, powiedziałbym, bardziej liberalnych zasadach aniżeli ogólne. To jest jedna kwestia.

Następna sprawa. Przewidziano tu również zmianę co do właściwości sądu. Otóż w tego typu sprawach, gdy chodzi o odszkodowanie z tytułu wyrządzonej szkody na skutek prawomocnego orzeczenia niezgodnego z prawem, przewidziano właściwość sądu okręgowego i to też niezależnie od wartości przedmiotu postępowania. Reguła generalna jest taka, że sąd okręgowy jest właściwy tam, gdzie wartość przedmiotu postępowania przekracza 75 tysięcy zł. Jeśli zaś chodzi o odpowiedzialność za szkodę wyrządzoną przez Skarb Państwa, to niezależnie od wartości przedmiotu sporu właściwy jest sąd okręgowy. Przykład. Jeżeli to będzie kwota 20 tysięcy zł, to też właściwy będzie sąd okręgowy. Nadaje się tym sprawom wyższą rangę ze względu na charakter sporu, który się toczy między państwem a osobą pokrzywdzoną, czyli najczęściej obywatelem tego państwa, choć nie zawsze.

Oczywiście wprowadzono tu też zmiany w procedurze cywilnej, zmierzające do tego, żeby sędzia orzekający w sprawie, co do której uznano, że orzeczenie jest niezgodne z prawem i powinno to skutkować odszkodowaniem, nie orzekał w sprawie o odszkodowanie. Chodzi o to, żeby to nie był ten sam sędzia. Rzeczywiście byłaby to absurdalna sytuacja i naruszenie zasady nemo iudex idoneus in propria causa, czyli żaden sędzia nie jest właściwy we własnej sprawie. Tutaj rzeczywiście by on orzekał we własnej sprawie, bo najpierw wydaniem wadliwego orzeczenia spowodował szkodę, a potem miałby orzekać o odszkodowaniu. W związku z tym można by przewidzieć, byłoby tak pewnie niemal w 100%, że wyrok oddalałby tego typu roszczenie, bo niestety ludzie mają to do siebie, że trudno im się przyznać do własnych błędów. To jest już kwestia psychologii.

Wprowadzono też, tak jak mówiłem, zmiany dotyczące stwierdzenia niezgodności z prawem prawomocnego wyroku sądu poprzez zmianę art. 4241. Wprowadzono tutaj zasadę, zgodnie z którą nie można stosować... Chociaż właściwie ta zasada tu była, to jest jej powtórzenie, a dodano jedynie zapis mówiący o tym, że tę skargę można złożyć jedynie wtedy, gdy zmiana lub uchylenie nie jest możliwe w drodze innych środków prawnych, przewidzianych w innych rozwiązaniach prawnych. Generalna zasada, stwierdzająca, że jest to niemożliwe w drodze innych środków prawnych i nadal jest niemożliwe, zawsze obowiązywała i obowiązuje.
Jeśli chodzi o zmianę związaną z tym, o czym mówiłem na początku, że wprowadzono teraz możliwość kwestionowania nie tylko prawomocnych wyroków, ale również innych orzeczeń, to wprowadzono tu zasadę, zgodnie z którą dochodzenie odszkodowania jest możliwe bez wyczerpania toku postępowania, czyli postępowania o stwierdzenie niezgodności z prawem. To jest pewien wyłom, który został wprowadzony do tej ustawy.

Jest jeszcze wiele innych, drobniejszych zmian. Generalnie sprawę ujmując, są to zmiany, które dają więcej uprawnień stronom uważającym się za pokrzywdzone prawomocnymi orzeczeniami i to nie tylko - tak jak mówiłem - kończącymi postępowanie w sprawie, jak to było dotychczas, ale również na przykład wpadkowymi, chociażby w kwestii dotyczącej zwolnienia od kosztów sądowych.

Propozycje Komisji Ustawodawczej mają charakter właściwie redakcyjny. Mianowicie proponuje się wyodrębnienie osobnej jednostki redakcyjnej w art. 4241a, chodzi o to, żeby to było rozdzielone i był art. 4241a, to byłby jeden przypadek, i art. 4241b, to byłby drugi przypadek. W ten sposób wyodrębnione by były przypadki, w których można się domagać odszkodowania bez uprzedniego żądania stwierdzenia niezgodności orzeczenia z prawem. Trzeba przyznać, że te regulacje są dosyć skomplikowane. Ja na podstawie praktyki tylko dodam tylko, że w praktyce Sąd Najwyższy bardzo rzadko uwzględnia tego typu skargi, zwłaszcza że traktuje wymóg wykazania, iż powstała szkoda, w sposób bardzo restrykcyjny, a czasami wręcz - żeby czasami nie użyć niewłaściwego słowa i nie obrazić Wysokiego Sądu - na granicy absurdu. Podam przykład: ktoś wnosił o ustalenie niezgodności z prawem wyroku eksmisyjnego i w czasie, kiedy ta sprawa zalegała w Sądzie Najwyższym, adwokat przesłał orzeczenie komornika o wykonaniu tego wyroku, czyli ewidentny dowód na powstałą szkodę, a mimo to Sąd Najwyższy stwierdził, że nie wykazano powstania szkody. Tego typu bardzo surowa interpretacja wymogu wykazania szkody, w której się stwierdza, że nawet wykonanie eksmisji nie stanowi szkody, to rzeczywiście jest swoista wykładnia. Ona wręcz czyni te przepisy martwymi. Dziękuję bardzo.

Wicemarszałek Marek Ziółkowski:
Dziękuję.
Czy są pytania do senatora sprawozdawcy?
Pan senator Muchacki? Proszę bardzo.

Senator Rafał Muchacki:

Panie Marszałku, jedno krótkie pytanie.
Panie Senatorze, vacatio legis ustawy zostało określone na trzydzieści dni. Zgadzając się z całą ideą dochodzenia odszkodowania od Skarbu Państwa, chciałbym zadać pytanie: czy proponowane regulacje będą miały zastosowanie również do orzeczeń wydanych przed wejściem w życie uchwalonej nowelizacji?

Wicemarszałek Marek Ziółkowski:

Panie Senatorze, proszę.

Senator Zbigniew Cichoń:

Będą miały zastosowanie, albowiem wynika tak z przepisów intertemporalnych, czyli tych przechodnich, które regulują te sprawy w art. 4. Art. 4 w ust. 2 stanowi, że bieg terminu przedawnienia roszczenia o naprawienie szkody wyrządzonej wydaniem prawomocnego niezgodnego z prawem orzeczenia, które uprawomocniło się po dniu 1 października 1997 r., a przed dniem 1 września 2004 r., nie rozpoczyna się przed dniem wejścia w życie niniejszej ustawy. Następnie ust. 3 stanowi, że od orzeczeń, które się uprawomocniły w okresie od 17 października 1997 r. do 1 września 2004 r. skarga o stwierdzenie niezgodności z prawem prawomocnego orzeczenia może być wniesiona w terminie dwóch lat od wejścia w życie niniejszej ustawy. Tak że właściwie mamy tutaj do czynienia z taką skrajną sytuacją, że termin przedawnienia w niektórych przypadkach jest bardzo, bardzo rozciągnięty w czasie i sięga, jak tu policzyliśmy, nawet dwudziestu trzech lat. Dlatego też zastanawiano się, czy jest to zasadne, czy nie, skoro generalnie rzecz biorąc przedawnienie roszczeń majątkowych, jak wiadomo, jest w kodeksie cywilnym ustalone na lat dziesięć.
(…)



Dzień drugi obrad Senatu 7 lipca 2010

Punkt dwudziesty porządku obrad: informacja Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego Rzeczypospolitej Polskiej o działalności Sądu Najwyższego w roku 2009

Zapytanie Senator Zbigniew Cichoń:

Panie Prezesie, ja mam pytanie dotyczące orzeczenia Sądu Najwyższego, które zostało niedawno wydane. Dotyczy ono kwestii przedawnienia przestępstw popełnionych przez funkcjonariuszy państwa komunistycznego, co do których jest dłuższy termin przedawnienia przewidziany w ustawie o ściganiu tychże przestępstw i związanej z działaniami IPN. Sąd Najwyższy wydał orzeczenie, w którym stwierdził, że te dłuższe terminy przedawnienia nie mają zastosowania, tylko ma zastosowanie ogólna norma kodeksu karnego.

Czy mógłby pan prezes ewentualnie powiedzieć parę słów na ten temat? Pytam, bo to postawiło IPN wobec bardzo trudnej sytuacji. Gdyby zastosować się do tego orzeczenia, to większość postępowań, które się już toczą, należałoby umorzyć. Tym samym potencjalni oskarżeni w ogóle uniknęliby aktu oskarżenia, a następnie osądzenia, co jest dosyć bulwersujące i bardzo negatywnie, generalnie rzecz biorąc, oceniane przez ludzi, którzy cenią sobie praworządność.

Marszałek Bogdan Borusewicz:
Dziękuję.
Proszę bardzo, Panie Prezesie.

Prezes Sądu Najwyższego
Janusz Godyń:


Uchwała, jak wynika z przywołanej przez pana senatora daty, nie dotyczy omawianego okresu sprawozdawczego, będzie przedstawiona w sprawozdaniu za ten rok. Ja nie czuję się w ogóle upoważniony do wypowiadania się w tej kwestii, no, trudno mi merytorycznie oceniać uchwałę Sądu Najwyższego. Zapadła taka uchwała, jaka zapadła. Jako prezes nie sprawuję nadzoru judykacyjnego, zwłaszcza, że to zapadło w izbie karnej. Nawet gdybym był prezesem tej izby, to też nie mógłbym się odnosić do tego w sposób merytoryczny. Nigdy merytorycznie nie oceniałem publicznie orzecznictwa sądów, a w szczególności Sądu Najwyższego, nigdy tego nie czyniłem. Tak że nie mam nic do powiedzenia poza tym, co zostało przedstawione w uchwale. Z tego, co czytałem, wiem, że jest to bardzo obszerne uzasadnienie, cała uchwała zawiera chyba dwadzieścia sześć stron maszynopisu. Poruszono tam w sposób bardzo obszerny wszelkie możliwe konfiguracje, zajęto takie, a nie inne stanowisko, nic więcej nie mam do powiedzenia w tej sprawie.

(…)

Senator Zbigniew Cichoń:
Panie Prezesie, chciałbym nawiązać do jednej z pierwszych uchwał, którą pan prezes był łaskaw wymienić, a dotyczącej stwierdzenia, że Skarb Państwa odpowiada za szkodę wyrządzona niewydaniem aktu normatywnego jedynie po wejściu w życie konstytucji, czyli po 17 października 1997 r. Moje pytanie zmierza oczywiście do tego, czy nie dostrzega pan prezes ryzyka, że tego typu interpretacja pozostaje w sprzeczności z przyjętą interpretacją Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w podobnych sprawach. Trybunał przyjął koncepcję tak zwanego istniejącego przedłużającego się stanu naruszenia prawa w sytuacji, kiedy zaistniało ono nawet kilkadziesiąt lat temu i nadal trwa. A niejednokrotnie mamy do czynienia z taką właśnie sytuacją, że akty prawne wydane jeszcze przed 1997 r. zawierały delegacje do wydania innych aktów prawnych, na przykład przez Radę Ministrów czy też inne organy, i do tej pory nie jest to wykonywane i stanowi to element istotnej szkody dla obywateli. Przypominam, że taką właśnie koncepcję istniejącego przedłużającego się stanu naruszenia prawa przyjął Europejski Trybunał Praw Człowieka w sprawie Broniowski przeciwko Polsce dotyczącej mienia zabużańskiego, w której szło o to, że przez kilkadziesiąt lat nie były wykonywane dyspozycje przepisów ustawowych, różnej rangi, które nakazywały uregulowanie tej sprawy. Dziękuję bardzo.

Prezes Sądu Najwyższego
Janusz Godyń:


Ponownie chciałbym powiedzieć, że nigdy publicznie nie oceniałem orzeczeń Sądu Najwyższego i nie będę oceniał. Czy ona rodzi jakieś wątpliwości w zakresie wykładni? Być może, nie będę dyskutował na ten temat, zwłaszcza że była ona wydana przez skład siedmiu sędziów, sędziów Izby Cywilnej, niewątpliwie przecież fachowców w swojej dziedzinie. Uważam, że ustosunkowywanie się przeze mnie do niej w jakikolwiek sposób merytoryczny nie znajduje żadnego uzasadnienia. Teza jest taka, jaka jest. Jeżeli będą wątpliwości, czy ta teza jest właściwa, to przecież zawsze jest możliwość zmiany podglądów Sądu Najwyższego, ale w tym wypadku byłaby potrzebna uchwała całej izby, bo tę uchwałę podjął skład siedmiu sędziów. Nie została ona co prawda wpisana do księgi zasad prawnych i nie wiąże sądów niższej instancji, ale tak to już jest, że ze względu na autorytet, jaki ma Sąd Najwyższy w sądach niższej instancji, na ogół ta wykładnia jest przyjmowana. Jednak nigdy nie jest przecież wykluczone, że może nastąpić zmiana, bywały już takie przypadki w historii orzecznictwa Sądu Najwyższego, że następowały zmiany wyrażanych poglądów, nieraz wymagające nawet zebrania się dwóch lub więcej izb Sądu Najwyższego. Obecnie pogląd jest taki, jaki jest, i nic więcej w tym zakresie nie mogę powiedzieć.

(…)

Senator Zbigniew Cichoń:

Panie Prezesie, nasze spotkania są periodyczne i ja te sprawozdania Sądu Najwyższego bardzo sobie cenię, bo wiele można się z nich dowiedzieć o różnych tendencjach orzeczniczych.

A teraz chciałbym pana prezesa zapytać - choć ze świadomością separacji władzy ustawodawczej i sądowniczej - jakiego rodzaju wskazania miałby pan prezes dla naszej izby. Ja się domyślam, że przede wszystkim będą one dotyczyły tego, żebyśmy może tak często nie zmieniali prawa i żebyśmy utrzymali właściwą jakość tego prawa. Proszę powiedzieć, tak generalnie, po prostu parę uwag, które by miały na celu zapewnienie sprawnego funkcjonowania wszystkich władz w ramach trójpodziału władzy w naszym państwie. Co by pan prezes uważał za szczególnie pożądane, aby wymiar sprawiedliwości miał... no, nie powiem, że ułatwione zadanie, bo przecież naszym celem nie jest ułatwianie życia wymiarowi sprawiedliwości, ale żeby wymiar sprawiedliwości mógł w sposób właściwy funkcjonować i żeby nie był częstokroć obciążany sprawami, które byłyby w ogóle zbyteczne i nie musiałyby trafiać do Sądu Najwyższego, gdyby nie określone działanie władzy ustawodawczej? Jeżeli można, prosiłbym pana prezesa o takie uwagi, choć mam świadomość, że pan prezes będzie tu zapewne oszczędny w formułowaniu ocen, podobnie jak nie chciał pan prezes formułować ocen co do orzeczeń wydanych przez Sąd Najwyższy w tych kwestiach, o które tutaj pytaliśmy. Dziękuję.
(…)

Odp. Prezes Sądu Najwyższego
Janusz Godyń:


Pierwsze pytanie dotyczyło tego, co zrobić, żeby wymiar sprawiedliwości, mówiąc kolokwialnie, nie zgłaszał tego typu uwag, jakie tu przed chwilą zgłaszałem, a mianowicie na temat tego, że jakość prawa nie zawsze jest najwyższa. Niewątpliwie jest to istotny problem, gdyż niedookreśloność przepisów prawnych, niejasność sformułowań powodują trudności interpretacyjne. Sądy, zwłaszcza na niższym szczeblu, chcąc uniknąć pomyłek, wykorzystują przysługującą im drogę i jeżeli sprawa trafi do postępowania odwoławczego, to wówczas jest możliwe zadanie pytania prawnego. Sądy korzystają z tej drogi. To dotyczy - tak jak mówię - sądów odwoławczych. Największy problem ze stosowaniem prawa mają te sądy pierwszoinstancyjne, które nie mają uprawnień do zadawania pytań prawnych. Powoduje to, że nie zawsze wykładnia stosowana przez te sądy jest właściwa, a skoro nie jest właściwa, to jest i duża zaskarżalność, i duża liczba spraw etc., etc.

Czy można temu w jakiś radykalny sposób zapobiec? Na tak postawione pytanie mogę odpowiedzieć tylko bardzo ogólnie. Mianowicie nie widzę tu zbyt wielkich możliwości, gdyż zakładałoby to byty idealne. Zakładałoby to, że stanowione prawo jest prawem idealnym, czego nigdy nie było i nie będzie. Tak jak idealnie nie pracują sądy, tak i władza ustawodawcza nie zawsze może tak sformułować przepisy, żeby nie budziły one najmniejszych wątpliwości, chociaż gdyby to się udało, na pewno byłoby znakomicie. Oczywiście dążenie do jak najwyższej jakości stanowionego prawa w konsekwencji ułatwi pracę sądom, bo im prawo będzie doskonalsze, tym będzie mniej powodów do procesów sądowych, tak należy sądzić. Jednak zdaję sobie sprawę z tego, że nie jest to proste. Postępująca specjalizacja, pojawiające się problemy, jakie niesie ze sobą życie, informatyzacja, globalizacja etc., etc., wszystko to wymusza tworzenie wciąż nowych przepisów prawnych. Przy tym trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że w momencie tworzenia tychże aktów prawnych często jest to praca dziewicza, dotyczy nowych obszarów, w których na dobrą sprawę nikt pewnie się nie czuje, łącznie z wybitnymi specjalistami w danej branży. Dopiero po tak zwanym ostrzelaniu tematyki można wypracować jakieś w miarę spójne prawo, którego stosowanie nie będzie sprawiało dużych kłopotów. Wydaje mi się, że jest to bardzo trudne, nie jest to łatwe.

Liczba wydawanych aktów prawnych, w tym również podustawowych, zwłaszcza w dziedzinie prawa pracy - wiem to od kolegów z Izby Pracy, Ubezpieczeń Społecznych i Spraw Publicznych - powoduje olbrzymie problemy. Gdy sędziowie w izbie pracy rozpatrują na przykład jakieś zagadnienie kasacyjne, a w zakresie prawa pracy czy ubezpieczeń społecznych stany faktyczne trwają nieraz kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt lat, to często jest tak, że aby prześledzić, jak to należy finalnie pod względem prawnym rozstrzygnąć, trzeba dosłownie przebrnąć przez morze przepisów, przekopać się przez gąszcz przepisów, które niejednokrotnie wzajemnie się wykluczają.

Innymi słowy, na pewno o idealnej sytuacji można tylko pomarzyć, nie jest to łatwe i pewnością nieprędko do tego dojdziemy. Nie mam jakiejś gotowej recepty i nie próbuję udzielać rad, zresztą byłoby to nawet nietaktowne z mojej strony.

Przy tej okazji powiem, że znakomicie - jeśli mi tak wolno powiedzieć, bo to jest jednak pewna forma oceny - wpływa działalność inicjująca Senatu w zakresie dostosowywania przepisów prawa, które Trybunał Konstytucyjny uznał za niezgodne z konstytucją. Liczne inicjatywy Senatu spowodowały wyeliminowanie z obrotu prawnego niewłaściwych stanów prawnych. Muszę powiedzieć, że to jest ta działalność, którą z najwyższym uznaniem należy przyjąć. Gdyby nie działalność Senatu, to obawiam się, że zaległości tego typu, jak na przykład w przypadku Funduszu Wczasów Pracowniczy, byłyby znacznie większe. To jest na pewno dobra droga, żeby powołane organy, w tym Senat, zajmowały się tym, co wynika z orzecznictwa, czy to Trybunału, czy Sądu Najwyższego. Tyle w zakresie tego, co ewentualnie robić i jak robić, chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że udzielenie odpowiedzi na to pytanie nie jest wcale proste.

Było tu również pytanie o to, ile spraw przegrała strona polska w Strasburgu. Przyznam się, że nie jestem zorientowany. Ze strony polskiego rządu jest pełnomocnik, który monitoruje te sprawy. Gdyby była taka potrzeba, to ja się mogę do niego zwrócić i przekazać odpowiedzi. To akurat nie jest dziedzina działalności bezpośrednio monitorowania czy w ogóle monitorowana przez orzecznictwo Sądu Najwyższego, gdyż Sąd Najwyższy nie jest stroną w tych postępowaniach. Stroną, jak wiadomo, jest państwo polskie, które jest reprezentowane przez stosowne czynniki. Chyba najbardziej miarodajna byłaby tu informacja ze strony ministra sprawiedliwości.

Oczywistą sprawą jest to, że jeżeli już zapadają orzeczenia w trybunale strasburskim, to z reguły są one potem wdrażane przez nasze sądownictwo, w tym Sąd Najwyższy. Jako przykład mógłbym wskazać sprawę przesłuchiwania świadków anonimowych, anonimizację postępowania itd. To orzeczenie trybunału strasburskiego zostało przekute przez Sąd Najwyższy na nasze realia i jest ono stosowane.

Wiem, że wiele orzeczeń trybunału strasburskiego dotyczyło przewlekłości postępowania. Nie dysponuję tu liczbami, ale mogę powiedzieć jedno. Na skutek tego, że przegrywaliśmy w Strasburgu postępowania ze względu na przewlekłość - jest to niestety, powiedziałbym, bardzo istotna bolączka naszego systemu wymiaru sprawiedliwości - została uchwalona ustawa dotycząca przewlekłości, o dochodzeniu roszczeń z powodu przewlekłości postępowania. Obowiązuje ona od sześciu lat. Muszę powiedzieć, że w związku z tym znacząco, naprawdę znacząco zmniejszyła się liczba skarg na państwo polskie do Strasburga, a to z tego względu, że większość tych spraw jest rozstrzygana przez polskie sądy i nie ma potrzeby sięgania do rozstrzygnięć trybunału strasburskiego, choć czasem bywa tak, że strona, uważając, że rozstrzygnięcie jest niezadowalające, zwraca się z tym do Strasburga. Powtarzam jeszcze raz: jest możliwość dochodzenia w tych sprawach przed państwem polskim i obywatele licznie korzystają z tej możliwości.

Sąd Najwyższy zajmuje się skargami na przewlekłość postępowania przed sądami apelacyjnymi. Tu jest pewna gradacja, wiadomo, że sądy okręgowe są monitorowane przez sądy apelacyjne, sądy apelacyjne przez Sąd Najwyższy. Wielokrotnie już Sąd Najwyższy zasądzał stosowne kwoty na rzecz obywateli, uznając, że ta przewlekłość nastąpiła. Ja osobiście bardzo korzystnie oceniam zmianę prawa w zakresie możliwości dochodzenia roszczenia przez obywateli z powodu przewlekłości w postępowaniu przygotowawczym. Jak wiadomo, wcześniej chodziło tylko o postępowania sądowe, a przecież mamy wiele rodzajów postępowań, które na etapie postępowania przygotowawczego trwają latami. I wtedy obywatel był bezradny. Zmiana tego stanu rzeczy, która nastąpiła bodajże w 2009 r., z całą pewnością pozwala zdyscyplinować organy prokuratury, tak jak poprzednia zdyscyplinowała w dużej mierze sądy, aczkolwiek nie do końca, bo jednak w dalszym ciągu te przewlekłości są. I nie chciałbym tego rozbijać na poszczególne rozdaje postępowań, z całą pewnością jednak najwięcej tych przewlekłości jest chyba w postępowaniu cywilnoprawnym, ale też, niestety, i nad tym szczególnie ubolewam, w postępowaniu karnym. Bo o ile postępowanie cywilne też może być bardzo dotkliwe dla obywatela, często przecież to są sprawy o doniosłej wadze, nieraz chodzi przecież o dorobek życia, więc w żadnym wypadku nie lekceważę tych spraw, wręcz przeciwnie, doceniam ich wagę, to jednak jeśli chodzi o postępowanie karne, gdzie mamy do czynienia z pozbawieniem wolności obywatela, standardy muszą być najwyższe. I jestem osobiście za wszelkiego rodzaju regulacją, która wymusza na organach jak najszybsze kończenie postępowania karnego. W szczególności chyba wymagana byłaby zmiana przepisów procedury karnej, które są tak sformułowane, że powodują, iż organy prokuratury, jak również sądy niższej instancji, obawiają się zarzutu niewyjaśnienia wszystkich okoliczności. A moim skromnym zdaniem wcale to nie jest konieczne. Należy wyjaśniać to, co jest istotne dla sprawy, to, co jest zasadnicze, tymczasem często obserwuje się - i na ten temat już mogę więcej powiedzieć, bo, jak wspomniałem, jestem karnistą i ta tematyka jest mi bliższa - skupianie się na imponderabiliach kosztem głównego nurtu przepisu. Też uważam, że byłoby wskazane na przykład wprowadzenie takiego postępowania, które ograniczałoby się do czynności w sprawach o najważniejsze zarzuty, na przykład jest zabójstwo i jakaś tam kradzież, która to kradzież często jest na szkodę kilkudziesięciu podmiotów. Postępowanie w tym zakresie jest niezwykle pracochłonne, trwa i trwa, a tu człowiek ma, załóżmy, proces o usiłowanie zabójstwa. Tu zagrożenie, jak to się mówi, na wejściu to jest osiem lat, a tam może dostać najwyżej pięć lat. I teraz prokurator, skupiając się na tym postępowaniu dotyczącym kradzieży, powoduje, że przewlekłość dotyczy całego postępowania. A więc tutaj byłoby chyba dobrze, gdyby Komisja Kodyfikacyjna Prawa Karnego, która tym się zajmuje, zresztą bardzo przydałaby się tu również jakaś inicjatywa parlamentu, ale to już nie moja sprawa, opracowała zmiany idące właśnie w tym kierunku, tak żeby w wielowątkowych postępowaniach koncentrować się na tym, co najważniejsze. Załatwić to, co najważniejsze, a sprawami mniejszej wagi zajmować się w stosownym czasie. Ale wszyscy byli pod wrażeniem, jak w Austrii rozpoznawano sprawę tego bodajże Fritzla, tak się nazywał ten pan, który więził i wielokrotnie gwałcił córkę itd., itd., jak sprawnie poradził sobie z tym austriacki wymiar sprawiedliwości. I ja też uważam, że u nas przecież można by takie postępowania prowadzić sprawnie, tylko oprzyrządowanie, jak mówię, musi być tego typu, żeby sąd skupiał się na zasadniczych wątkach, bez obawy, iż w dalszym postępowaniu będzie mu się zarzucać: a jeszcze można by to i tamto, co jednak w sumie dla istoty sprawy nie ma to takiego znaczenia. No ale przepisy tak są skonstruowane i dlatego często prokuratorzy i sędziowie niższej instancji w jakiejś mierze, powiedziałbym, obawiając się zarzutu o niewyjaśnienie wszystkiego, rozciągają to śledztwo czy postępowanie sądowe do czasu absolutnie nieprzystającego do wymogu rozstrzygnięcia sprawy w rozsądnym terminie. A taki przecież jest wymóg, zarówno w europejskiej konwencji o ochronie praw człowieka, jak i w naszej procedurze. Przecież w procedurze karnej, w art. 2, wśród celów, jakimi powinny kierować się prokuratury i sądy, jest wyraźnie powiedziane: rozpoznanie sprawy w rozsądnym terminie. A więc gdy ja widzę, że sprawa w postępowaniu karnym toczy się na przykład już osiem lat, to przyznam, że... No, nie chciałbym wyrażać się nieparlamentarnie.
(…)

Głos w dyskusji Senator Zbigniew Cichoń:
Panie Marszałku! Panie Prezesie! Wysoka Izbo!

Z uwagą wysłuchałem tutaj sprawozdania pana prezesa, podobnie jak i tego przedstawionego przez pana prezesa Gardockiego na posiedzeniu komisji praw człowieka. Doceniam duży trud i dorobek orzecznictwa Sądu Najwyższego, ale nie po to się tutaj spotykamy, żebyśmy sobie prawili komplementy. Dlatego proszę wybaczyć, że poruszę to, co moim zdaniem zasługuje na większą uwagę i co w pewnym sensie wzbudza mój niepokój oraz prowadzi do wysunięcia ewentualnych postulatów pod adresem Sądu Najwyższego. Zdaję sobie sprawę z tego, że funkcję Sądu Najwyższego jako instancji najwyższej, która ma do czynienia ze sprawami i ze stosowaniem prawa jedynie, praktycznie rzecz ujmując, w ramach rozpatrywania kasacji lub zapytań prawnych, których ramy - zarówno kasacji, jak i zapytań prawnych - są bardzo wąsko zakreślone przez obowiązujące ustawodawstwo... Przypominam, że w sprawach kasacyjnych musi istnieć jakieś istotne zagadnienie prawne wymagające wykładni bądź też potrzeba rozstrzygnięcia spraw, które wzbudzają wątpliwości w orzecznictwie czy w nauce prawa karnego. Stąd jeszcze dodatkowe ograniczenie co do zakresu wartości przedmiotu sporu - w sprawach gospodarczych, jeśli chodzi o kasację, przedmiot sporu nie może mieć wartości poniżej 75 tysięcy, w innych sprawach jest to granica 50 tysięcy. A zatem liczba spraw napływających do Sądu Najwyższego jest bardzo ograniczona, co powoduje również, że w tej chwili do Sądu Najwyższego nie dociera bardzo wiele spraw, w których występują istotne zagadnienia prawne, jednakże z uwagi na wartość przedmiotu sporu, czyli tę wartość czysto materialną, nie mogą one być przedmiotem kasacji. Dawniej, kiedy istniała instytucja rewizji nadzwyczajnej, takich ograniczeń nie było, stąd Sąd Najwyższy bardzo często wypowiadał się w istotnych kwestiach, które może nie miały większego wymiaru materialnego, w sensie finansowym, ale dotyczyły istotnych zagadnień prawnych. W tej chwili, niestety, to wszystko wymyka się spod kontroli Sądu Najwyższego.

Mając świadomość tych ograniczeń, z którymi spotyka się Sąd Najwyższy, chciałbym podkreślić jedno. Tak jak w początkowej fazie transformacji po 1989 r. z dużą uwagą i aplauzem przyjmowałem wiele orzeczeń Sądu Najwyższego, zwłaszcza tych, które dotyczyły instytucji przedawnienia - na przykład były to wypowiedzi Sądu Najwyższego o tym, że nie należy liczyć terminu przedawnienia wobec dochodzenia roszczeń względem władzy państwowej przed 1989 r., kiedy z racji istniejącego systemu totalitarnego bardzo często było to niemożliwe i skazane na niepowodzenie, w związku z czym ten termin przedawnienia powinien biec dopiero po 4 czerwca 1989 r. - a także orzecznictwo Sądu Najwyższego, w którym stwierdzał on, że w ramach dyspozycji art. 8 konstytucji, która stanowi, że źródłem prawa są konstytucja i ustawy, jest władny nie stosować ustawy, którą ocenia jako sprzeczną z konstytucją, a zatem nie pozostawiał tutaj monopolu Trybunałowi Konstytucyjnemu w zakresie oceny, czy dana ustawa jest zgodna z konstytucją, czy nie, tylko uznawał, że w procesie stosowania prawa ma prawo pominąć regulacje ustawowe, które uznaje za sprzeczne z konstytucją, tak niestety w ostatnim okresie odnotowałem orzeczenia Sądu Najwyższego, które budzą niepokój i sprzeciw. Przypomnę choćby tę sławetną uchwałę Sądu Najwyższego, Izby Karnej, w kwestii niepodlegania przez sędziów odpowiedzialności za retroaktywne stosowanie ustawy, a ściśle mówiąc, właściwie dekretu o stanie wojennym. Przypominam, że wtedy sędziowie stosowali dekret o stanie wojennym, mimo że nie był on jeszcze opublikowany, a zatem nie stanowił źródła prawa powszechnie obowiązującego. Jest też następna taka uchwała, dotycząca przedawnienia czynów ściganych dokonywanych przez funkcjonariuszy ówczesnego systemu państwa komunistycznego, popełnianych w związku ze zwalczaniem opozycji. Sąd Najwyższy stwierdził, że ustawa o IPN, która ustanowiła specjalne, dłuższe terminy przedawnienia, nie ma zastosowania, tylko mają zastosowanie ogólne reguły kodeksu karnego, a więc terminy przedawnienia są krótsze. To wzbudza pewien niepokój, podobnie jak ta uchwała, o którą dzisiaj pytałem pana prezesa, stwierdzająca, że państwo odpowiada za zaniechania ustawodawcze jedynie co do sytuacji zaistniałych po wejściu w życie konstytucji, czyli po 17 października 1997 r. Są to orzeczenia, które, tak jak mówię, wzbudzają wręcz sprzeciw w mojej duszy, również prawnika, bo jestem prawnikiem praktykiem od wielu lat.

Niestety, mam wrażenie, że Sąd Najwyższy wykazuje tendencję do petryfikowania pewnego stanu prawnego z przeszłości, nie podchodząc do sprawy dostatecznie krytycznie i nie tworząc orzecznictwa, które byłoby orzecznictwem dającym w ramach obowiązującego stanu prawnego taką interpretację, która, z jednej strony, jest poprawna prawniczo, a z drugiej strony, powoduje, że można naprawiać pewne błędy popełnione w minionym okresie. W związku z tym muszę powiedzieć, że niestety Sąd Najwyższy postrzegam jako instytucję, która chyba troszeczkę zbyt mało aktywnie działa na tym polu, zwłaszcza jeśli chodzi o krytyczną ocenę obowiązującego ustawodawstwa, szczególnie z minionego okresu, w przeciwieństwie do tego, co czyni Trybunał Konstytucyjny czy sądy administracyjne. Tak że to są moje generalne uwagi... Trzeba też zwrócić uwagę na to, że - inaczej niż w przypadku Trybunału Konstytucyjnego - w ostatnich dwóch, trzech latach praktycznie nie spotkałem się z orzeczeniem Sądu Najwyższego, w którym odmówiłby on zastosowania ustawy, oceniając ją jako sprzeczną z konstytucją czy z Europejską Konwencją Praw Człowieka. A przecież jest to uprawnienie Sądu Najwyższego, które wypracował, tak jak powiedziałem, już dziesiątki lat temu, stwierdzając, że nie jest on limitowany jedynie do stosowania posłusznie prawa, czyli odchodząc od tej monteskiuszowskiej tezy, że sąd to są jedynie usta ustawodawcy. Odchodzimy od tego, w całej Europie się od tego odchodzi. Sądy są obecnie bardziej kreatywne, najlepszym tego dowodem są zwłaszcza instytucje takie jak trybunały konstytucyjne czy Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu. Mam świadomość, że rola Sądu Najwyższego jest inna, jednak jest tu też miejsce na to bardziej kreatywne orzecznictwo i tego mi troszeczkę brakuje. Dziękuję bardzo.

Źródło: http://www.senat.pl/k7/dok/sten/059/t.htm


powrót



Wykonanie CMS: Yellowteam.pl