Zbigniew Jan Cichoń -

adwokat, obrońca i promotor praw człowieka. Bezpartyjny, w latach 2007-11 był Członkiem Klubu Parlamentarnego Prawo i Sprawiedliwość.
Senator VII i IX Kadencji. Wiceprzewodniczący Komisji Ustawodawczej i członek Komisji Praw Człowieka, Praworządności i Petycji, Członek Grupy Frankofońskiej i Polsko-Gruzińskiej a także członek Zespołu do Spraw Światowych Dni Młodzieży w Polsce, Zespołu do Spraw Dzieci.

Biuro Senatorskie
Senatora RP Zbigniewa Cichonia

Wieliczka 32-020
pl. Kościuszki 1
I piętro

Kraków 31-523
ul. Kasprowicza 22/5

tel. kontaktowe:
501 859 699,
504 103 785,
504 103 780.

Spotkania z Senatorem możliwe po uprzednim kontakcie telefonicznym.

REKOMENDACJE


Chciałbym udzielić mego szczerego poparcia Panu Mecenasowi Zbigniewowi Cichoniowi. Jest rekordzistą w ilości i powadze spraw prowadzonych w obronie Polaków przed obliczem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Prawa człowieka kojarzą mi się też z prawym człowiekiem. Takim widzę również Mecenasa Zbigniewa Cichonia

profesor zw. Tadeusz Jasudowicz  Kierownik Katedry Praw Człowieka UMK w Toruniu

***

Pan senator Zbigniew Cichoń to osoba, która dała się poznać jako wybitny fachowiec, wspaniały prawnik niezłomnie walczący o sprawiedliwość i prawa człowieka niezależnie od konsekwencji i ceny jaką mu za to przychodziło zapłacić. To wielki przyjaciel mego ojca ŚP Zbigniewa Wassermanna i mój  wspaniały patron od którego można było wiele się nauczyć. To kandydat, na którego warto oddać swój głos. Ja to uczynię i do tego serdecznie Państwa zachęcam.

Adwokat Małgorzata Wassermann

***

Senat jest miejszcem, gdzie podejmuje się szereg inicjatyw ustawodawczych. Stąd też tak ważnym jest, aby znalazł sie w nim adwokat z wieloletnią i wszechstronną praktyką zdobytą zarówno w kraju, jak i za granicą (Strasburg). Może jednak ważniejsze jest jeszcze coś innego: jak dowiodła tego ostatnia kadencja Senatu, mecenas Cichoń należy to tych nielicznych polskich parlamentarzystów, którym polityczna kariera nie skrzywiła kręgosłupa i pozostał wierny tym ideałom, które jako adwokat, działacz Stowarzyszenia Rodzin Katolickich i obrońca praw człowieka wyznawał. Stąd też nasz, obywatelski interes polega na poparciu jego kandydatury do Senatu.

prof. dr hab. Wojciech Kęder


***

Znakomity znawca prawa, niezwykle przydatny w pracach Izby Wyższej. Cieszący się autorytetem wśród kolegów senatorów, wielce oddany sprawie Ojczyzny.
                                                   
prof. dr. hab. Adam Massalski

***

Certyfikat Kandydata Przyjaznego Życiu i Rodzinie

Senator Zbigniew Cichoń jako obrońca i promotor praw człowieka uznaje wartość życia i rodziny za fundament wszelkich praw. Obejmuje to poszanowanie życia człowieka od poczęcia aż do naturalnej śmierci jak i prawo do godnego poczęcia i małżeństwo jako związek mężczyzny i kobiety. Postawę pro life senator zawsze reprezentował w swej działalności zawodowej jak i podczas pełnienia swojej funkcji senatora.

Strona Zbigniewa Cichonia na Facebooku:
www.facebook.com/zbigniew.cichon.52

80. posiedzenie Senatu RP - 6 i 7 lipca 2011 r.

dodano: 2011.07.12

Senator Zbigniew Cichoń podczas 80. posiedzenia Senatu, 6 lipca, w trakcie rozpatrywania punktu czwartego porządku obrad: stanowisko Senatu w sprawie ustawy o zmianie ustawy o komercjalizacji, restrukturyzacji i prywatyzacji przedsiębiorstwa państwowego "Polskie Koleje Państwowe" zabrał głos w dyskusji
Senator Zbigniew Cichoń:

Pani Marszałek! Panie Ministrze! Wysoka Izbo!

Ja na kolejach nie znam się tak doskonale, jak pan senator Kogut czy inni moi koledzy, ale po rozpatrzeniu tego projektu ustawy uważam, że jest to konieczna ingerencja, choć dotyczy ona, jak pan minister powiedział, niewielkiej grupy, bo około sześćdziesięciu osób. Jednak z zażenowaniem przyjmuję fakt, że jest to ingerencja wymuszona na naszych władzach nie przez kogo innego, tylko przez Unię Europejską.

Proszę państwa, okazuje się, że nie spełniamy elementarnych standardów. Po pierwsze, zawodzi poczucie przyzwoitości. Uważam, że tam, gdzie jest poczucie przyzwoitości, nie potrzeba tego typu regulacji prawnych. Ale niestety, jeżeli ono zawodzi, bo ludzie pełnią różne funkcje na zasadzie unii personalnej w jednej firmie i w drugiej, która jest uzależniona od tej, w której pełnią już określone funkcje, i nie są zażenowani, biorą pieniądze z kilku źródeł i uważają, że jest wszystko w porządku... Proszę państwa, to jest rzeczywistość nie tylko spółek związanych z kolejami państwowymi, ale spółek związanych z większością naszych sektorów gospodarczych. Dzisiaj dyskutowaliśmy z kolegami o tym, że podobnie jest w energetyce, podobnie jest w wielu, wielu innych działach naszej gospodarki. A potem się dziwimy. Jak to wszystko ma normalnie funkcjonować, jeżeli ludzie pełnią funkcje, które często pozostają w konflikcie ze względu na inne interesy? Oczywiście ustawiają wszystko w ten sposób, żeby przede wszystkim oni byli zaspokojeni i zadowoleni z rozlicznych pensji, odpraw i innych apanaży, a nie tak, aby instytucje, którymi przyszło im kierować, funkcjonowały prawidłowo. Potem zbieramy tego owoce.

Byliśmy świadkami tego horroru w kolejach państwowych po zmianie rozkładu jazdy, widzimy, co się dzieje dalej. Proszę państwa, poprzednio pociągi ekspresowe z Krakowa kursowały w godzinach szczytu, czyli między 9.00 a 13.00, mniej więcej co godzinę, a w tej chwili są dwa przyzwoite połączenia, reszta została zastąpiona przez jakieś przewozy regionalne. Raz miałem przyjemność jechać takim pociągiem, w którym się okna nie domykały, śnieg wpadał, jeszcze po pouczeniu, że muszę zapłacić za bilet, bo to są inne koleje, nie te, w których senatorowie są zwolnieni z płacenia za przejazd. Są też inne absurdy, chociażby to, czego w ciągu kilku ostatnich dni byliśmy świadkami, kiedy to lotnisko w Balicach przestało funkcjonować, dlatego że jakiś inwestor postawił w pobliżu dźwig. Proszę państwa, gdzie my żyjemy? Czy my jesteśmy w jakiejś republice bananowej, czy w środku Europy?

Dlatego ja popieram to rozwiązanie ustawowe jako pewien drobny krok w dobrym kierunku i jako pewien początek. To wszystko należy globalnie uregulować i doprowadzić do przyzwoitości. Tam gdzie morale społeczeństwa jest wysokie, zwłaszcza wśród kadr zarządzających, począwszy od elit politycznych, które rządzą krajem, a skończywszy na zarządzających gospodarką, tego typu ingerencje nie są potrzebne. Niestety u nas, jak rzadko gdzie, są one wręcz niezbędne.

Pozwalam sobie złożyć wniosek, małą propozycję zmiany, aby owe sześć miesięcy, w ciągu których powinno nastąpić uregulowanie tych kwestii, zastąpić trzema miesiącami. Uważam, że jest to wystarczająco długi okres. O to pytał pan senator Jurcewicz: dlaczego sześć miesięcy, a nie krócej. Trzy miesiące to wystarczający czas, żeby zmienić statut i żeby doprowadzić do zlikwidowania tych unii personalnych pomiędzy różnymi instytucjami, które są wzajemnie od siebie zależne, a w których te same osoby pełnią takie same czy podobne funkcje. Dziękuję i pozwalam sobie przedłożyć tę poprawkę. (Oklaski)

Zapytanie: Punkt dwunasty porządku obrad: drugie czytanie projektu ustawy o zmianie ustawy - Kodeks postępowania karnego

Senator Zbigniew Cichoń:

Mam takie pytanie, Panie Senatorze: czy na podstawie doświadczeń - jest pan przecież również praktykiem, i to wieloletnim - nie sądzi pan, że ta instytucja może skończyć swój żywot niezbyt chlubnie, tak jak instytucja powództwa adhezyjnego w procesie karnym? Bo wiadomo, jaka jest postawa sędziów. Sędziowie karni uważają, że nie są powołani do rozstrzygania spraw cywilnych, i robią wszystko, żeby odepchnąć od siebie ten temat.

Odp. Senator Piotr Zientarski:

Właśnie. I zgodzę się z panem senatorem, że powództwo adhezyjne istniało i nadal istnieje... Ale ta sytuacja jest inna. Już w postępowaniu przygotowawczym prokurator w imieniu... Oczywiście szkoda musi być zgłoszona przez osobę pokrzywdzoną bądź kogoś z jej najbliższych. I wtedy już sam prokurator w imieniu tej osoby wszczyna postępowanie, w toku którego uzyskuje ona pieniądze od razu, bez oczekiwania na zakończenie postępowania, które się toczy, bez żadnego przyjęcia, że tak powiem, do rozpoznania powództwa cywilnego. To jest istotne novum, bardzo, bardzo ważne, jeżeli chodzi o interes osób pokrzywdzonych.

Wicemarszałek
Zbigniew Romaszewski:

Czy są jeszcze jakieś pytania? Nie ma. Wobec tego bardzo dziękuję.
Czy pan minister Wrona chciałby to jakoś skomentować?

Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości Zbigniew Wrona:

Panie Marszałku! Wysoki Senacie!

Senacki projekt zmiany ustawy - Kodeks postępowania karnego wprowadza do procedury karnej nową instytucję w postaci zabezpieczenia z tytułu ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej. Kodeks postępowania karnego w aktualnym brzmieniu nie przewiduje instytucji zabezpieczenia roszczenia odszkodowawczego dla ofiar katastrof i wypadków w ruchu lądowym, wodnym i powietrznym.

Pan senator Zientarski bardzo szczegółowo to przedstawił, więc nie będę tego wszystkiego powtarzał. Chcę tylko powiedzieć, że w ocenie ministra sprawiedliwości proponowane przepisy przewidują możliwość elastycznej reakcji prokuratora lub sądu. W zależności od okoliczności przyznaje się jednorazowe świadczenie pieniężne lub świadczenia pieniężne okresowe, a celem rozstrzygnięcia jest po prostu udzielenie pokrzywdzonemu niezbędnej pomocy, w szczególności związanej z pokryciem kosztów leczenia, rehabilitacji lub niezbędnego utrzymania pokrzywdzonego i jego najbliższych. Co ważne, ta wyjątkowa instytucja jest zawężona jedynie do najpowszechniejszych sytuacji, jakimi są wypadki i katastrofy komunikacyjne, nadto dotyczy wyłącznie przypadków szkody na osobie, a zatem takich, w których niezwłoczne uzyskanie zabezpieczenia roszczenia odszkodowawczego jest szczególnie istotne. I trzeba powiedzieć, że ten projekt uwzględnia w należytym stopniu interesy ubezpieczyciela, który przedstawia organowi procesowemu niezbędną dokumentację i sposób wyliczenia odszkodowania, a jego stanowisko ma istotne znaczenie dla rozstrzygnięcia o tym zabezpieczeniu nowacyjnym. Ważnym instrumentem jest również możliwość wystąpienia przez podmiot zobowiązany z roszczeniami regresowymi wobec uprawnionego, a także zarachowania wypłaconej zaliczki na poczet należnego odszkodowania. Tak więc dostrzegamy tutaj również interesy ubezpieczycieli.

Te zaprojektowane rozwiązania, przedstawione tutaj przez pana senatora, korespondują z faktycznymi działaniami legislacyjnymi ministra sprawiedliwości zmierzającymi do zwiększenia ochrony prawnej pokrzywdzonego w toku procesu karnego. Warto podkreślić, że zgodnie z postanowieniami decyzji ramowej Rady Unii Europejskiej z 15 marca 2001 r. nr 2001/220/WSISW o pozycji ofiary w postępowaniu karnym - to jest tytuł tej decyzji ramowej - w postępowaniu tym powinny być rozstrzygnięte wszystkie sprawy istotne dla pokrzywdzonego.

Dzięki rozwiązaniom zawartym w proponowanym projekcie osoby poszkodowane w wypadkach i katastrofach będą mogły uzyskiwać wypłatę części należnego im odszkodowania bez konieczności oczekiwania na zakończenie postępowania karnego.

Wysoki Senacie, właśnie te kwestie dotyczące odszkodowań należnych ofiarom wypadków i katastrof - głównie w ruchu lądowym, ale też wodnym i powietrznym - są, jak wskazuje rzecznik praw ubezpieczonych, najczęstszym przedmiotem skarg do rzecznika. Trzeba się wczuć w sytuację takiej osoby: jest to sytuacja osoby dotkniętej traumą wypadku, często osoby, która utraciła swoje dochody, która musi ponosić bieżące koszty związane z leczeniem, swoim lub osób sobie najbliższych. I taka osoba, zgodnie z dzisiejszym stanem prawnym, w sytuacji opieszałości czy przewlekania procedur przez ubezpieczycieli jest zmuszona wystąpić na zasadach ogólnych do sądu cywilnego z pozwem o zapłatę, oczywiście podlegającym stosownej opłacie, o zwolnienie z której trzeba się rzecz jasna starać w odrębnym postępowaniu wpadkowym dotyczącym zwolnienia od kosztów sądowych.

To wszystko razem sprawia, że w ocenie ministra sprawiedliwości projekt ten zasługuje na poparcie. Dziękuję bardzo Wysokiej Izbie.


Głos w dyskusji: Punkt trzynasty porządku obrad: drugie czytanie projektu ustawy o zmianie ustawy - Prawo o ustroju sądów powszechnych

Senator Zbigniew Cichoń:

Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Panie Ministrze!

Ja muszę się też, wraz z autorami, podpisać pod tym wnioskiem, i to z przyczyn zasadniczych. Bo nie możemy dopuszczać do sytuacji, żeby w demokratycznym państwie prawa sprawa tak ważka jak kwestia odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziego, ewentualnie kwestia uchylenia mu immunitetu sędziowskiego... A przecież ten immunitet ma służyć nie czemu innemu jak niezawisłości sprawowanego urzędu, i to niezawisłości w dwóch aspektach: po pierwsze, niezależności od stron tego postępowania, a po drugie, niezawisłości od różnego rodzaju instytucji, które czasami mają w państwie rolę dominującą, wręcz przemożną - instytucji typu aparat represji czy aparat ścigania.

No i przecież nie na darmo przyczynkiem do tego właśnie wniosku, tej inicjatywy ustawodawczej, było orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego zapadłe na tle wyroku Sądu Najwyższego wydanego w kwestii odpowiedzialności sędziów za złamanie kardynalnej zasady prawa karnego, czyli lex retro non agit. Posłużenie się tutaj przez Sąd Najwyższy formułą oczywistej bezzasadności takiego wniosku stanowi przykład - nie wiem, jak to elegancko ująć, żeby nikogo nie obrazić - pewnego rodzaju, tak jak tu mi pan senator podpowiada, stronniczości i chyba źle pojętej solidarności korporacyjnej, kiedy to rzeczywiście sędziowie Sądu Najwyższego wyszli z założenia, że w owym czasie, w okresie panowania systemu komunistycznego, nie było wpisanej zasady lex retro non agit, gdy chodzi o prawo karne, do konstytucji, a zatem nie można im postawić zarzutu naruszenia tej zasady. Zapomnieli o jednym, o tym, że ta zasada obowiązywała już od czasów rzymskich, nie musiała być nawet nigdzie wpisywana, do żadnych kodeksów czy konstytucji, ona była po prostu podstawowym elementem kultury prawnej naszego kręgu cywilizacyjnego.

Jeżeli dochodzi do tego, że sędziowie Sądu Najwyższego o tym nie pamiętają i konieczna jest ingerencja Trybunału Konstytucyjnego, który dokonuje wykładni tego niefortunnego art. 80 §2b w ten sposób, że stwierdza, że byłby on niekonstytucyjny, gdyby był rozumiany w ten sposób, że oczywista bezzasadność wniosku o zezwolenie na pociągnięcie sędziego do odpowiedzialności karnej obejmuje także zagadnienie wymagające zasadniczej wykładni ustawy, to cóż nam pozostaje innego. Nie pozostaje nic innego, tylko wykonać ten wyrok i doprowadzić do uniemożliwienia istnienia w przyszłości takich orzeczeń, z którymi chyba żaden uczciwie myślący człowiek nie jest się w stanie zgodzić.

W związku z tym konieczna jest ingerencja, którą podjął Senat. Uważam, że służy to zapewnieniu elementarnego prawa strony, jakim jest przecież prawo do sądu. Nie można pozbawiać strony tegoż prawa i pozostawiać jedynie w gestii prezesa sądu dyscyplinarnego orzeczenia, czy wnioskowi zostanie nadany dalszy bieg, czy też nie. Byłoby to zbyt daleko idące ograniczenie prawa do sądu, które jest przecież gwarantowane nie tylko w art. 45 naszej konstytucji, ale również w art. 6 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Dlatego w pełni solidaryzuję się z kolegami, którzy przede mną występowali, i podtrzymuję ten wniosek, tę inicjatywę ustawodawczą.


Zapytanie : Punkt czternasty porządku obrad: drugie czytanie projektu ustawy o zmianie ustawy - Kodeks postępowania cywilnego

Senator Zbigniew Cichoń:

Panie Senatorze!

Czy wzięliście państwo pod uwagę pozytywną opinię Prokuratorii Generalnej, reprezentującej przecież interesy Skarbu Państwa, która w trosce właśnie o te interesy stwierdziła, że widzi zasadność powrotu do poprzedniej regulacji prawnej, albowiem obecna procedura nie tylko nie przyspiesza postępowania, ale częstokroć je przedłuża i wręcz powoduje nieporozumienia? Zdarza się bowiem, że pełnomocnik strony przeciwnej się zmienia czy na przykład dopiero się zgłasza, jeśli strona do tej pory występowała bez pełnomocnika. W związku z tym pełnomocnik drugiej strony niejednokrotnie nie wie o tym, że zgłosił się pełnomocnik strony, która poprzednio nie miała profesjonalnego pełnomocnika, albo nie wie o tym, że pełnomocnik się zmienił. I w praktyce zdarza się - ja sam jako adwokat praktyk miałem do czynienia z takimi sytuacjami - że sąd zwraca pismo procesowe, bardzo często nawet nie powiadamia, z jakiego powodu, tylko wymienia odpowiedni artykuł. I dopiero adwokat musi dochodzić, wydzwaniać do sądu czasami gdzieś na drugim końcu Polski, i dowiadywać się, jaka była przyczyna tego, że sąd raczył zwrócić pismo, które on posłał do sądu. Sekretarka, jeżeli jest uprzejma i ma czas, to przez telefon poinformuje: panie mecenasie, Kowalski, który poprzednio nie miał adwokata, już teraz adwokata ma, w związku z czym należało posłać pismo również do niego, a do sądu doręczyć dowód nadania. No to są absurdy, naprawdę.

Albo inna sprawa, proszę państwa. Występuje czasami kilkunastu profesjonalistów...

(Senator Piotr Zientarski: To jest pytanie. Tak?)

Proszę?

(Senator Piotr Zientarski: Pytanie... To nie jest dyskusja.)

No pytanie... Ja zarazem podaję argumentację Prokuratorii Generalnej, moim zdaniem bardzo ważką i nieobojętną. W końcu ona reprezentuje ogromne interesy majątkowe Skarbu Państwa i uzasadnia, że to częstokroć może prowadzić do naruszenia tych interesów, bo pisma są zwracane, a w tej sytuacji wnioski dowodowe są oddalane. Wiadomo, że obowiązuje prekluzja procesowa, przedstawicielowi Skarbu Państwa, czyli prokuratowi Prokuratorii Generalnej, wyznacza się termin siedmiodniowy na złożenie wszystkich wniosków w piśmie. No ale on nie wiedział o tym, że po drugiej stronie naraz włączył się do sprawy adwokat... No i wszystko przepadło. Przecież to są sytuacje niedopuszczalne, sytuacje, które skutkują szkodą dla konkretnych stron, w tym przypadku szkodzą interesom Skarbu Państwa. Ja celowo podjąłem argument, że Prokuratoria Generalna jest za tym. Już nie mówię o tym, że i samorząd radcowski, i samorząd adwokacki... Czytałem opinię...

(Wicemarszałek Grażyna Sztark: Panie Senatorze, pytanie.)

Pytanie moje jest takie: czy nie brano pod uwagę tych ważkich argumentów, które przemawiają za tym, żeby w imię prawa do rzetelnego procesu przywrócić poprzednią procedurę?


Senator Piotr Zientarski:

Te kwestie, Panie Senatorze, były przez pana podnoszone również na posiedzeniu komisji. One były rozważane. Sam z praktyki wiem, że rzeczywiście w wielu przypadkach jest tak, że pełnomocnik nie działa od samego początku, tylko zgłasza się w toku postępowania. To jest bardzo częsta sytuacja.

Mówiliśmy też o tym, że... Ministerstwo Sprawiedliwości zobowiązało się do tego, aby spowodować, bądź za pomocą zapisu w regulaminie, bądź w innym akcie wewnętrznym, ażeby sąd w sytuacji, kiedy zgłasza się pełnomocnik, który nie występował od samego początku... Sąd ma obowiązek zawiadomienia drugiego pełnomocnika. Bo w innym przypadku pełnomocnik nie wie... Jeśli nie wie, jeśli sąd go nie zawiadomił, to jest rzeczą oczywistą, że nie może doręczyć pisma drugiej stronie. To jest zupełnie zrozumiałe. Strona nie może z tego tytułu ponosić żadnych skutków ujemnych.


Senator Zbigniew Cichoń:

Jeszcze jedno pytanie. Panie Senatorze, dobrze wiemy o tym, że regulamin urzędowania sądów nie jest aktem prawa powszechnie obowiązującego. W związku z tym nie może...

Senator Piotr Zientarski:


Ale tu chodzi o... To jest obowiązek, który się nakłada na sekretariat sądu, na przewodniczących. O to chodzi. To nie musi być akt powszechnie obowiązującego...

(Senator Zbigniew Cichoń: Ale czy to jest wprowadzone? Nie jest to wprowadzone. Na razie na pewno nie jest, a dobrymi intencjami...)

(Wicemarszałek Grażyna Sztark: Dwóch praktyków dyskutuje...)

My na ten temat rozmawialiśmy. Taka sytuacja... Strona nie może ponieść uszczerbku z tego powodu, iż nie wie, że w toku postępowania zgłosił się drugi pełnomocnik. On często nie zawiadamia strony o tym, że się zgłosił. Tak że to jest...

(Senator Zbigniew Cichoń: Ale na razie ponosi... Chodzi o sytuację tu i teraz.)

No nie może...

(Wicemarszałek Grażyna Sztark: Dziękuję, dziękuję... Panowie...)

No skoro strona nie wie, że pełnomocnik działa, nie może mu dostarczać pism.

Wicemarszałek Grażyna Sztark:

Z sali sądowej do sali plenarnej...

Przypominam, że wnioskodawcy upoważnili do reprezentowania również pana senatora Zbigniewa Cichonia.

Czy ktoś z państwa senatorów chce zadać pytanie panu senatorowi Zbigniewowi Cichoniowi?

Pan senator Zientarski nie chce?





Senator Zbigniew Cichoń:

Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Panie Ministrze!

Jako adwokat przywykłem do tego, że sprawy się czasami przegrywa po to, żeby je definitywnie wygrywać. A mam tu na myśli zwłaszcza postępowanie przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu. Tak się składa, że żeby tam wygrać, to najpierw w Polsce trzeba przegrać. Dlatego, mimo że w komisjach przegrałem, jeśli chodzi o ten wniosek, pozwalam sobie go dalej bronić i dalej walczyć.


Proszę państwa, chciałbym odwołać się do wspaniałego przedwojennego profesora procedury cywilnej, profesora Waśkowskiego, który w bardzo cieniutkim podręczniku, nie w takim jak obecne podręczniki, liczące tysiące stronic, z orzecznictwem różnych sądów, a zwłaszcza Sądu Najwyższego, często wzajemnie się wykluczającym, obecnie mamy takie podręczniki... On w tym króciutkim podręczniku napisał jedną mądrą rzecz: procedura cywilna ma służyć wyłącznie jako narzędzie sprawnego rozpoznawania spraw. A to, co się w tej chwili u nas dzieje z procedurą cywilną, przemieniło się w wytrych, który umożliwia sądom nierozpoznawanie spraw. Proszę państwa, wszelkie regulacje, których część już na szczęście udało nam się uchylić w tej izbie, dotyczących choćby odrzucania różnego rodzaju pism procesowych, zwłaszcza środków odwoławczych, jeżeli są opłacone przez pełnomocników w niewłaściwej wysokości, do tego zmierzały. Do tego zmierzają również rozwiązania dotyczące tejże wymiany pism procesowych między pełnomocnikami, którzy są profesjonalistami. Proszę państwa, na czym polega cały dowcip? Na tym, że jeżeli nie zostanie dołączony dowód doręczenia stronie przeciwnej, właściwie pełnomocnikowi strony przeciwnej, pisma, to sąd zwraca pismo i tym samym sprawę może zakończyć. Bo jeżeli dał termin prekluzyjny, powiedzmy, tydzień, na przedstawienia wszystkich twierdzeń i wniosków dowodowych, a pismo zostało zwrócone, to znaczy, że termin nie został dochowany. I strona sprawę przegrywa. Wtedy sędzia wydaje bardzo szybko na przykład wyrok oddalający powództwo, jeżeli to uchybienie było ze strony pełnomocnika powoda, no i koniec ze sprawą. Tak że to sprzyja temu, o czym mówił mój przedmówca, pan senator Andrzejewski, że sąd ma, jak to się mówi trywialnie w praktyce, tak zwaną fajkę, czyli sprawę załatwioną bardzo szybko, bez wchodzenia w meritum sprawy, bez głowienia się, jaką konstrukcję prawną zastosować, jakie poczynić ustalenia faktyczne, komu dać wiarą, komu odmówić. Czyli ten cały najbardziej żmudny proces pracy sędziowskiej... Ja znam tą pracę dosyć dobrze, bo jestem z tego pokolenia, podobnie jak i moi przedmówcy, które, żeby zostać adwokatem, musiało mieć najpierw skończone egzaminy sędziowskie. W związku z tym znam ten warsztat i z jednej i z drugiej strony. No, niestety obecnie jest bardzo przykra tendencja do takiego formalistycznego załatwiania spraw i czynienia z fachowych pełnomocników procesowych, jakimi są adwokaci, radcowie prawni, również prokuratorzy Prokuratorii Generalnej, przysłowiowych chłopców do bicia, których ustawia się w kącie i wynajduje się wszelkie możliwe powody do tego, żeby nie rozpoznawać sprawy. A gdzie jest interes człowieka - ja nie bronię tutaj interesów tych profesjonalistów, choć tak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka - gdzie jest interes konkretnego człowieka, który przychodzi ze swoją ludzką sprawą do sądu, szukając tam sprawiedliwości? No, oczywiście można odpowiedzieć tak jak jeden ze znakomitych sędziów, który mógł sobie pozwolić na taki dowcip, bo rzeczywiście był bardzo sprawiedliwym, uczciwym sędzią. Gdy mu prosty chłop powiedział "Panie Sędzio, ja myślałem, że tu znajdę sprawiedliwość", on, który był bardzo prawym sędzią, odpowiedział "proszę pana, my tu niestety wydajemy tylko wyroki, a sprawiedliwy jest jedynie Pan Bóg". No ale nie chciałbym, żeby tak, dosłownie, było w praktyce, jaką usiłuje się narzucić sądom, a którą oczywiście sądy bardzo często i łatwo podchwytują. Zamiast rozpoznawać sprawę merytorycznie można się jej pozbyć poprzez załatwienie jej w sposób czysto formalny i proceduralny i można się nie natrudzić, a mieć w statystykach, dla prezesa sądu, dla własnego awansu, że załatwiło się tyle a tyle spraw. Dlatego, proszę państwa, mając na uwadze te wszystkie aspekty, o których również bądź co bądź sama Prokuratoria Generalna, która reprezentuje interesy Skarbu Państwa, i to w bardzo poważnych sprawach - przypomnę, że wartość przedmiotu sporu musi wynosić bodajże powyżej 70 tysięcy zł, żeby prokuratoria reprezentowała interesy Skarbu Państwa... No, nie możemy dopuszczać do takiej sytuacji, że strona jest pozbawiona de facto dostępu do sądu, i to bardzo często bez swojej winy, na przykład tylko i wyłącznie na skutek tego, że okazało się, że do postępowania włączył się adwokat, do strony, która wcześniej była bez adwokata. A więc nie było obowiązku doręczania dla niej odpisu pisma, ale od momentu włączenia się tego adwokata, o czym druga strona nie wiedziała, taki obowiązek jest. I sądy zwracają wtedy...

Proszę państwa, apelowanie teraz do, nie wiem, dobrej woli czy zdrowego rozsądku, czy do ministerstwa, żeby wprowadziło określone procedury w ramach regulaminu wewnętrznego urzędowania sądów, to nie jest rozwiązanie, jakiego oczekujemy, nie w demokratycznym państwie prawa. Regulaminy nie są źródłem prawa powszechnie obowiązującego i naruszenie regulaminu urzędowania sądu na razie nie stanowi podstawy do złożenia środka odwoławczego. W związku z tym nie możemy się zdawać na dobrą wolę sędziów, skoro, jak widzimy, niestety doświadczenie uczy, że różnie z tym bywa. To jest kwestia tego, o czym mówiłem dwadzieścia minut temu, że nawet Sąd Najwyższy niejednokrotnie takiej dobrej woli nie wykazuje, podchodzi w sposób czysto formalistyczny i stwierdza, że na przykład nie można w ogóle pociągać do odpowiedzialności dyscyplinarnej, wręcz wszczynać postępowania dyscyplinarnego wobec sędziów, którzy naruszyli elementarną zasadę prawa karnego, że lex retro non agit. Przykład: niedawne orzeczenie Sądu Najwyższego, kiedy w sprawie o przewlekłość postępowania sąd stwierdził, że owszem, postępowanie jest przewlekłe, ale żadnego odszkodowania nie zasądzi człowiekowi, który był chory na raka, a postępowanie o rentę trwało cztery lata, albowiem nie wykazał, jakiego rodzaju cierpienia natury moralnej czy psychicznej były skutkiem owej przewlekłości. Oczywiście jak złożyłem skargę do trybunału w Strasburgu, to na szczęście przedstawiciel naszego rządu bardzo szybko przedstawił rozsądne rozwiązanie i zaproponował wypłatę odszkodowania maksymalnego, w kwocie 20 tysięcy zł. No, stanowisko trybunału i pytania, jakie zostały postawione, ewidentnie wskazywały na to, że jest jakaś nieprawidłowość, i to w fundamentalnym rozumowaniu nawet Sądu Najwyższego. Tak że ostrożnie z tym zaufaniem do sądów. Proszę państwa, jest takie prawo ułożone przez niejakiego Murphy'ego, które może dosyć brutalnie brzmi, ale zakłada, że jeżeli masz trafić na sędziego, który nie zna prawa, to na pewno na niego trafisz; jeżeli masz trafić na sędziego, który jest do ciebie źle nastawiony, to na pewno na niego trafisz. Murphy to teoretyk prawa amerykańskiego, zresztą Amerykanie bardziej specjalizują się w badaniu stosowania prawa w praktyce i motywów wydawania orzeczeń aniżeli samej treści przepisów prawa. U nas zaś często się o tym zapomina, zakładamy, że jeżeli będą w miarę dobre przepisy prawa, to i będą dobrze stosowane. Tego, że tak nie jest, doświadczamy wszyscy na co dzień. Uważam, że aby uniknąć tego typu bolączek, tego typu naruszania prawa dostępu do sądu, należy to rozwiązanie zmienić. I nie jest dla mnie żadnym argumentem to, co podnosi Ministerstwo Sprawiedliwości, mianowicie że ta regulacja istnieje dopiero od niedawna. Proszę państwa, to, że ona istnieje od niedawna, to może lepiej, bo może stosunkowo niedużo krzywdy wyrządziła, a im głębiej w las, tym gorzej. Dlatego należy to jak najszybciej uchylić, bo to jest tak jak z rakiem: jeżeli się go nie usunie na początku, to po dłuższym czasie szkody są niepowetowane. Dziękuję bardzo. (Oklaski)


Punkt szesnasty porządku obrad: drugie czytanie projektu ustawy o zmianie ustawy o orderach i odznaczeniach

Sprawozdanie połączonych Komisji Ustawodawczej oraz Komisji Obrony Narodowej
senator sprawozdawca Zbigniew Cichoń

Senator Zbigniew Cichoń:

Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Panie Ministrze!

Jest to propozycja przywrócenia odznaczeń i orderów, które istniały wcześniej, do 8 maja 1999 r., a potem przestały obowiązywać. Na skutek postulatów środowisk kombatanckich przyjęliśmy propozycję przywrócenia tych orderów.

Mianowicie proponujemy dokonać zmiany w art. 17b w ustawie o orderach i odznaczeniach polegającej na tym, że przyznaje się jako nagrodę za zasługi w służbie w Siłach Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej odznaczenia wojskowe w postaci Wojskowego Krzyża Zasługi, Morskiego Krzyża Zasługi oraz Lotniczego Krzyża Zasługi. I tutaj są oczywiście zdefiniowane warunki przyznawania tych odznaczeń. Chodzi, generalnie rzecz biorąc, o dokonanie w czasie służby czynu, który przynosi szczególną korzyść Wojskom Lądowym, to jeśli chodzi o Wojskowy Krzyż Zasługi, albo Marynarce Wojennej, jeśli chodzi o Morski Krzyż Zasługi, albo też lotnictwu, jeśli chodzi... Przepraszam, okazuje się, że Lotniczy Krzyż Zasługi może być nadany nie tylko żołnierzowi Sił Powietrznych, ale wyjątkowo również żołnierzowi innego rodzaju sił zbrojnych, tak że tutaj jest odstępstwo od tej zasady podporządkowania nazewnictwu wymogów czy też rodzaju służby wojskowej, dla której dokonany został dany czyn zasługujący na szczególne uznanie, bo wykracza poza zwykły obowiązek.

Następnie w art. 17c proponujemy przywrócenie Krzyża Armii Krajowej, który jest kontynuacją Krzyża Armii Krajowej wprowadzonego 1 sierpnia 1966 r. przez dowódcę Armii Krajowej generała Tadeusza Bora-Komorowskiego dla upamiętnienia wysiłku żołnierza Polski Podziemnej w latach 1939-1945. Jest to oznaczenie wojenne nadawane żołnierzom Armii Krajowej oraz żołnierzom organizacji ją poprzedzających.

W art. 17d jest przywrócenia Krzyża Batalionów Chłopskich będącego kontynuacją Krzyża Batalionów Chłopskich wprowadzonego 1 września 1989 r. przez komendanta głównego Batalionów Chłopskich generała Franciszka Kamińskiego dla upamiętnienia wysiłku zbrojnego żołnierzy Batalionów Chłopskich w latach 1940-1945. Jest to odznaczenie wojenne nadawane żołnierzom Batalionów Chłopskich oraz żołnierzom organizacji je poprzedzających.

I wreszcie trzeci rodzaj krzyża, Krzyż Narodowego Czynu Zbrojnego, wprowadzony art. 17e, będący kontynuacją Krzyża Narodowego Czynu Zbrojnego wprowadzonego dnia 14 grudnia 1944 r. zarządzeniem Rady Politycznej Narodowych Sił Zbrojnych. Jest to odznaczenie wojenne nadawane żołnierzom Narodowych Sił Zbrojnych.

I w ślad za tymi regulacjami, które wprowadzają pewnego rodzaju odstępstwo od ogólnych zasad, że tego rodzaju odznaczenia mogą być nadawane w pewnym przedziale czasowym, mianowicie albo w ciągu pięciu lat od zakończenia wojny, jeśli chodzi o krzyże wojenne, albo też w okresie trzech lat od zakończenia działań polegających na zwalczaniu terroryzmu lub na pełnieniu zagranicznych misji pokojowych - bo tam był ten przedział czasowy trzech lat... Art. 17f czyni odstępstwo od tych limitów czasowych i stwierdza, że się ich nie stosuje. Czyli bez ograniczeń czasowych można nadawać te nowe rodzaje krzyży i odznaczeń.

Oczywiście propozycja jest taka, żeby przyjąć ten projekt ustawy bez zmian. Byłaby to ustawa, która praktycznie nie wymaga jakichś nakładów finansowych, a w każdym razie byłyby one znikome - bo wiadomo, oprócz kwestii wartości krzyża są jakieś tam świadczenia z tym związane, zupełnie symboliczne, poza tym sprawa dotyczy już niewielkiej grupy ludzi, którzy dożyli tak sędziwego wieku. Nie otrzymali oni jeszcze tych odznaczeń, a chyba wypada, żeby ojczyzna ich uhonorowała. Dziękuję bardzo.


Punkt piąty porządku obrad: stanowisko Senatu w sprawie ustawy o zmianie ustawy o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych

Senator Zbigniew Cichoń:

Króciutkie pytanie.

Proszę państwa, skąd się wziął ten okres osiemnastu miesięcy, o którym mowa w art. 194c? Dlaczego osiemnaście miesięcy, a nie, dajmy na to, sześć miesięcy? A może w ogóle przyjąć tutaj brak jakiegokolwiek okresu, bo mogą być różne sytuacje życiowe. Czasami ktoś nie będzie pobierał emerytury, bo znajdzie jednak zatrudnienie, mimo że musiał zwolnić się z pracy i mu w związku z tym... i go po raz drugi zatrudniono, i... Przepraszam, inaczej, wtedy to miałby prawo... Dajmy na to, nie pobiera emerytury, bo nie spełnia warunków, potem znowuż podejmuje pracę, a minęło na przykład sześć miesięcy. W związku z tym nie pobierał emerytury tylko przez sześć miesięcy, a nie przez osiemnaście miesięcy. Dlaczego nie dać mu szansy na wyliczenie emerytury na całkiem nowych zasadach, czyli od nowej kwoty bazowej, która w międzyczasie mogła ulec zmianie, zwłaszcza że, z tego, co pamiętam, ta kwota bazowa ulega zmianie bodajże raz na rok? Tak że czy nie byłoby bardziej trafnie w miejsce osiemnastu miesięcy ustalić na przykład dwunastu miesięcy? Ale nie znam szczegółów, pytam z czystej dociekliwości.


Odp. Podsekretarz Stanu w Kancelarii Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
Irena Wóycicka:

Pani Marszałek! Wysoka Izbo!

Osób, które rozwiązały stosunek pracy, a potem nawiązały go z innym pracodawcą, w ogóle, że tak powiem, ta ustawa nie dotyczy. Ustawa dotyczy tyko tych, którzy zawieszą emeryturę na skutek kontynuowania pracy u tego samego pracodawcy.

Dlaczego osiemnaście miesięcy? Potrzebny był jakiś termin uwiarygodnienia tego, że te osoby faktycznie zamierzają kontynuować pracę u tego samego pracodawcy. W innym przypadku ustawa mogłaby być źródłem najróżniejszych interpretacji, mogłaby być wykorzystywana w celu ponownego przeliczania w całości emerytury, na przykład w wyniku zawieszenia emerytury na jeden miesiąc. Oczywiście kwestią dyskusyjną jest to, czy okres osiemnastu czy trzydziestu miesięcy, jak to było w pierwotnym projekcie prezydenckim, jest wystarczającym uwiarygodnieniem zamiaru kontynuowania zatrudnienia u tego samego pracodawcy. Osiemnaście miesięcy jest wynikiem kompromisu, jaki został zawarty w trakcie prac parlamentarnych i wydaje się, że to jest dobre, akceptowalne rozwiązanie. To nie jest długi okres; jednocześnie taki wydłużony okres pracy świadczy o poważnym zamiarze kontynuowania zatrudnienia u tego samego pracodawcy.

Głos w dyskusji Senator Zbigniew Cichoń:

Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Pani Minister! Panie Ministrze!

Proponowana ustawa ma na celu naprawienie błędów wprowadzonych poprzez sławetny art. 103a, który został zaskarżony do Trybunału Konstytucyjnego - zobaczymy, jaki będzie jego los. Ale jest, proszę państwa, pytanie, czy jest to rozwiązanie rzeczywiście dobre i do przyjęcia. No, ja nie bez kozery postawiłem pytanie, skąd ten okres osiemnastu miesięcy jako przesłanka nowego przeliczenia wysokości emerytury na tych zasadach, które potem są bliżej określone poprzez odesłanie do różnych innych artykułów. Dlaczego nie wprowadzić na przykład takiej zasady, że podlega to przeliczeniu w każdym przypadku powrócenia do pobierania emerytury czy renty? Przecież różne mogą być sytuacje życiowe. Czasami ktoś nie będzie pobierał, no bo nie rozwiąże stosunku pracy, no ale potem zajdą takie okoliczności, bo w praktyce często się zdarza, że pracodawcy chcą się pozbywać z pracy starszych ludzi, no, z różnych powodów, preteksty zawsze się znajdą, żeby takiego człowieka zwolnić... Być może uda mu się przepracować zaledwie, nie wiem, sześć miesięcy albo trzy miesiące po 1 października 2011 r. Jednakże przez ten okres, te trzy miesiące czy sześć miesięcy, świadczenie pobierał, a być może w tym czasie zmienią się te wskaźniki, które decydują o wysokości świadczenia. W związku z tym uważam, że jeżeli już chcemy naprawić te błędy i niesprawiedliwości, które ta ustawa uczyniła, no to róbmy to w pełnym zakresie. To są błędy i niesprawiedliwości polegające na tym, że pozbawia się ludzi prawa do równoczesnego pracowania i pobierania emerytury.

(Senator Jan Rulewski: To nie tak.)

Proszę?

(Głos z sali: Poprzednia ustawa...)

No poprzednia ustawa. Ja mówię, że obecna ustawa ma na celu naprawienie tamtej, czyli jakby złagodzenie negatywnych skutków i niesprawiedliwości wywołanych tamtą ustawą. Jeżeli chcemy je łagodzić i likwidować, to róbmy to w jak najszerszym zakresie i nie wprowadzajmy tutaj tego wymogu, żeby ktoś nie pobierał emerytury przez co najmniej osiemnaście miesięcy. Bo, tak jak mówię, może się okazać, że ten ktoś nie będzie jej pobierał przez krótszy okres i potem powróci do pobierania tego świadczenia, no a w tym czasie mogły zaistnieć okoliczności, które decydują o tym, że to świadczenie byłoby przeliczane na korzystniejszych dla niego zasadach. W związku z tym ja mam propozycję, żeby zmienić ten artykuł poprzez wykreślenie tego sformułowania, że ktoś nie pobierał świadczeń przez okres co najmniej osiemnastu miesięcy. Czyli w każdym przypadku powrotu do pobierania świadczeń miałby prawo żądać, żeby mu przeliczono te świadczenia, a jeżeli okaże się to dla niego korzystniejsze, to powinien otrzymać świadczenie w większej wysokości. W ten sposób w jakimś maksymalnym możliwym zakresie będzie można te niesprawiedliwości wymazać. Oczywiście nikt nie zdoła przemalować trabanta na mercedesa, no bo ustawa jest bublem i jest sprzeczna z konstytucją - chodzi o ten art. 103, o którym wspomniałem - tego się całkowicie naprawić nie da, no ale przynajmniej naprawiajmy to w takim zakresie, jaki jest możliwie najbardziej korzystny dla ludzi. Oczywiście ja sobie zdaję sprawę z tego, że tutaj jest taką sytuacja, iż, z jednej strony, rząd odebrał ludziom pewne uprawnienia, a z drugiej pan prezydent występuje w roli dobrodzieja i ojca narodu, który teraz usiłuje coś naprawić. No, jeżeli już usiłuje coś naprawić, to niech to naprawia, z naszą pomocą, jak najlepiej. Dlatego składam wniosek, żeby dokonać poprawki.


Punkt siedemnasty porządku obrad: informacja o działalności Rzecznika Praw Dziecka za rok 2010 wraz z uwagami o stanie przestrzegania praw dziecka


Senator Zbigniew Cichoń:

Tak jest, Pani Marszałek. W przeciwieństwie do powszechnej, obiegowej opinii, mecenasi używają słów bardzo oszczędnie, mówią konkretnie. Postaram się zakończyć przed upływem dziesięciu minut, aby w ten sposób, poniekąd elegancko, odstąpić czas mojemu przedmówcy.

Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Panie Rzeczniku!

Wszelkie naruszenie praw człowieka wzbudza sprzeciw. Zwłaszcza jeśli chodzi o naruszenie praw dziecka jako istoty najsłabszej, wymagającej opieki ze strony społeczeństwa, ten sprzeciw jest szczególny. Dlatego swoją analizę rozpocznę od tego, że nie możemy praw dziecka analizować w oderwaniu od praw rodziny. Prawem dziecka jest wychowanie w rodzinie, tam właśnie kształtuje się jego osobowość, psychika - wiadomo, że to dzieje się najczęściej do trzeciego roku życia - nie możemy więc abstrahować od kondycji tej rodziny. Po to, żeby zapewnić właściwe przestrzeganie praw dziecka, musimy pamiętać i o tym, że rodzina musi mieć zapewnione odpowiednie warunki.

I to, czego mi właśnie zabrakło i w sprawozdaniu, i w wystąpieniu pana rzecznika - albo być może nie dostrzegłem tego, bo przyznam, że nie słuchałem całości, bo musiałem, niestety, momentami wychodzić z sali obrad - to właśnie odniesienia praw dziecka do praw rodziny i do jej kondycji.

Trzeba też pamiętać o tym, że nasze regulacje są w wielu aspektach wręcz antyrodzinne. Wystarczy chociażby przypomnieć kwestie dotyczące groszowych zasiłków rodzinnych, które w dodatku są ograniczone. Ilość przyznanych zasiłków w ciągu chyba czterech lat spadła o ponad dwa miliony, z tego powodu, że próg dochodowy, dający uprawnienie do tych zasiłków, jest niezmienny od wielu lat, a zarobki jednak jakoś tam wzrastają. W związku z tym wiele osób przekroczyło ów próg dochodowy, który daje uprawnienie do zasiłków, które i tak są w śmiesznej wysokości, jeżeli porównać ją z wysokością zasiłków w innych krajach. Nie tak dawno miałem okazję być we Francji i tam zasiłki są tak wysokie, że jeżeli rodzina ma troje czy czworo dzieci, to praktycznie rzecz biorąc jest w stanie utrzymać się niemalże z samych zasiłków. A u nas na co wystarczy zasiłek? Zasiłek wynoszący dziewięćdziesiąt parę złotych wystarczy, nie wiem, na zakup jednego buta, już nie pary butów, bo buciki dla dziecka kosztują czasami około 200 zł. I teraz po tym, jak trybunał luksemburski wydał orzeczenie, że VAT wynoszący u nas 7% jest uprzywilejowany i narusza standardy unijne, ten jeszcze większy VAT spowoduje, że produkty dla dzieci będą jeszcze droższe. I to jest jedna kwestia.

Drugą kwestią są właściwe warunki mieszkaniowe. Przecież parę milionów polskich rodzin nie posiada własnego dachu nad głową i aby zapewnić sobie i swoim dzieciom dach nad głową musi się tułać, bądź to na zasadzie przygarnięcia przez rodzinę, przez rodziców, dziadków czy innych krewnych, bądź to na zasadzie wynajmowania mieszkania. Te wszystkie rozwiązania, które przyjmujemy i które nawet wczoraj przyjęliśmy, właściwie oznaczają regres. Bo to się szumie nazywa: ustawa o zapewnieniu mieszkania rodzinie, a w sumie jest to regres, bo ograniczamy wiek osób do lat trzydziestu pięciu jako przesłankę otrzymania pomocy na zdobycie własnego mieszkania i przyjmujemy cały szereg innych rozwiązań, jak chociażby te dotyczące limitu obowiązywania rozwiązań prawnych, które miały zapewnić rodzinie - bo mówiło się: "Rodzina na swoim" - dach nad głową. Uważam, że oceniając sytuację dziecka i jego prawa również te aspekty trzeba mieć na uwadze.

Chciałbym zwrócić uwagę jeszcze na inne kwestie, które jako prawnik dostrzegam, a które wymagają wręcz zmiany ustawodawstwa. Mianowicie - i to pan rzecznik zresztą też podkreślał w swoim sprawozdaniu - jaka jest sytuacja dziecka w postępowaniach sądowych? Proszę państwa, dziecko nie jest właściwie podmiotem tych postępowań, bo ono nie jest uprawnione do tego, żeby powołać pełnomocnika reprezentującego jego interesy. Z kolei prokurator, jeżeli ewentualnie o sprawie się dowie, ma prawo wystąpić w interesie dziecka, ale po to, żeby on się dowiedział, to najpierw ktoś musi dać mu sygnał, że sprawa wymaga jego interwencji.

W związku z tym pytam, a wręcz zgłaszam postulat, czy nie trzeba byłoby zmienić procedury cywilnej i wprowadzić do niej uprawnienia dziecka do ustanowienia pełnomocnika. Ja wiem, że jest to sprzeczne z ogólnymi zasadami, które przewidują, że obecnie, aby udzielić pełnomocnictwa, trzeba mieć zdolność do czynności prawnych. Proszę państwa, bez wprowadzenia tego mamy taką oto sytuację, że dziecko często jest po prostu przedmiotem postępowania, a nie jego podmiotem. No bo na przykład toczy się postępowanie o pozbawienie jego rodziców władzy rodzicielskiej i to dziecko, praktycznie rzecz biorąc, mimo że po niedawnej nowelizacji przepisów dotyczących procedury powinno być również wysłuchane w takiej sprawie, jest pozbawione skutecznej prawnej możliwości działania - wiadomo, jedynie profesjonalista jest w stanie w sposób skuteczny reprezentować interesy tego dziecka. No a jak dotąd, jeżeli nie ma takiego pełnomocnika i jeżeli prokurator nie dowie się o sprawie i nie włączy się do niej, to dziecko jest w sytuacji bardzo, bardzo niekorzystnej i, jak mówię, jest bardziej przedmiotem postępowania niż jego podmiotem. Wreszcie, proszę państwa, w praktyce sądowej mamy do czynienia z nieprzestrzeganiem nawet tych norm, które niedawno zostały wprowadzone, a które przewidują, że dziecko powinno być wysłuchane. Dziecko bardzo często nie zostaje wysłuchane, bardzo często zapadają o nim decyzje bez brania pod uwagę jego stanowiska. To zresztą będzie narażało nas na przegrywanie kolejnych spraw przed Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu, bo tam orzecznictwo wyraźnie wskazuje na to, że dziecko jest podmiotem, który musi być wysłuchany. Jeżeli to nie następuje, to jest to pogwałcenie art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka dotyczącego poszanowania życia rodzinnego.

Również, proszę państwa, w praktyce, zwłaszcza jeśli chodzi o różnego rodzaju ośrodki opiekuńczo-wychowawcze, mamy do czynienia z niezrozumieniem sytuacji dziecka i przysługujących mu immanentnie praw, jak chociażby prawa dziecka umieszczonego w takim ośrodku do kontaktowania się z osobami bliskimi, rodzicami, dziadkami czy na przykład z ojcem chrzestnym. Ja ostatnio miałem taką sprawę: chłopak został umieszczony w takim ośrodku, matka w ogóle go nie akceptuje, prowadzi życie tak rozwiązłe i demoralizujące, że to szczęście, iż ten dzieciak poszedł z domu, no ale on jest związany z ojcem chrzestnym, który zawsze stanowił dla niego oparcie, organizował mu korepetycje, pomoc itd. No i doszło do takiej sytuacji, że władze tego ośrodka nie dopuszczają kontaktów ojca chrzestnego z tym chłopakiem, bo mamusia sobie tego nie życzy. Sąd zamiast zareagować - sprawa toczy się od kwietnia, a mamy już lipiec - nic w tej sprawie nie czyni, powołuje dowód z opinii ośrodka diagnostyczno-konsultacyjnego na temat sytuacji dziecka i jego więzów rodzinnych z mamusią - wyrodną, tak wręcz by to trzeba określić - i z tymże ojcem chrzestnym, ale ustala termin wydania opinii na listopad. Tymczasem dzieciak siedzi, proszę państwa, w tym ośrodku już od kwietnia! No jakie to jest poszanowanie praw dziecka? Przecież to powoduje ogromne cierpienie tego dzieciaka. Dorosły człowiek jeszcze jest w stanie jakoś to przeżyć, chociaż jak widzę łzy w oczach dorosłego mężczyzny, który jest pozbawiony kontaktu z dzieckiem, to muszę powiedzieć, że na mnie to też robi wrażenie. Niestety, nie robi to jednak wrażenia na naszych sądach, które działają zupełnie jak machina biurokratyczna, która ma rozstrzygać o jakimś przedmiocie, a nie o człowieku.


Chciałbym podziękować panu rzecznikowi za jego dokonania, za ogromny wkład pracy, a zarazem zasygnalizować te sprawy, które jeszcze wymagają dalszych działań. Dziękuję ślicznie.


Przystąpienie do trzeciego czytania projektu ustawy o zmianie ustawy - Kodeks postępowania cywilnego
Sprawozdanie połączonych Komisji Ustawodawczej oraz Komisji Praw Człowieka, Praworządności i Petycji
Sprawozdania Sprawozdanie mniejszości połączonych komisji

senator sprawozdawca mniejszości Zbigniew Cichoń


Senator Zbigniew Cichoń:

Pani Marszałek! Wysoki Senacie!

Ja apeluję o przyjęcie poprawki zgłoszonej przez pana senatora Andrzejewskiego, mianowicie poprawki pierwszej, która zmierza do tego, żeby usunąć absurdalną sytuację wynikającą z wymogów natury ściśle technicznej, a polegającą na tym, że wymaga się, aby adwokaci, radcowie prawni czy prokuratorzy Prokuratorii Generalnej dokonywali wymiany pism procesowych bezpośrednio między sobą i dołączali do pism składanych do sądu dowód nadania tychże pism do stron przeciwnych. Prowadzi to do sytuacji absurdalnej od strony technicznej. Otóż ci pełnomocnicy muszą dwa razy udawać się do urzędu pocztowego, najpierw idą tam w celu nadania pism do przeciwników procesowych reprezentowanych przez pełnomocników, potem muszą wrócić do kancelarii lub punktu kserograficznego, żeby zrobić kserokopie dowodów nadania, a następnie po raz drugi muszą iść albo bezpośrednio do sądu, albo na pocztę i nadać pismo przeznaczone dla tegoż sądu wraz z kopiami nadania tychże pism dla stron przeciwnych, reprezentowanych przez pełnomocników. To jest absurd, to jest nie do przyjęcia, tym bardziej że skutkiem niedochowania tego absurdalnego wymogu jest zwrot pisma przez sąd. Może to prowadzić do przegrania sprawy przez stronę, która nie dochowała tego absurdalnego wymogu.

Znamienne jest, proszę państwa, stanowisko Prokuratorii Generalnej, reprezentującej interesy Skarbu Państwa w sprawach dotyczących często miliardów czy setek milionów złotych, która popiera zmianę tego absurdalnego przepisu, albowiem jest to krzywdzące dla stron postępowania, w tym również dla Skarbu Państwa.

Dlatego ja apeluję do państwa, żeby tę poprawkę jednak uwzględnić. Uważam, że ponad wszelkimi podziałami politycznymi zmierza ona do usunięcia regulacji o charakterze technicznym, która prowadzi do absurdalnego pozbawienia możności obrony praw strony reprezentowanej przez pełnomocników. Dziękuję bardzo.


powrót



Wykonanie CMS: Yellowteam.pl